15 lutego

trędowata

Zacznijmy od tego, że mimo iż jestem (póki co) "singielką" to lubię Walentynki. Moja mama też je lubi, dlatego wczoraj rano przed wyjściem do pracy położyła mi przy łóżku czekoladkę w kształcie serduszka. Przyznaję – rozczuliło mnie to niesamowicie. Trochę mnie tutaj nie było, bo po sesji odpoczywałam sobie w północno-wschodniej części Polski stroniąc od Internetu. Pospacerowałam (m.in. brzegiem jezior i Kanału Augustowskiego). Poczytałam (m.in. "Kościół Boga Żywego" ks. Węgrzyniaka). Porozmawiałam (m.in. z moim bardzo dobrym, serdecznym znajomym zakonnikiem). A dziś wieczorem powrót do mojego studenckiego miasta. Czas wracać do studiowania. Ostatni semestr studiów licencjackich przede mną! Jestem taka dorosła…a taka mała.
(Kpł 13,1-2.45-46)
Tak powiedział Pan do Mojżesza i Aarona: Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, to przyprowadzą go do kapłana Aarona albo do jednego z jego synów kapłanów. Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.

Czytając takie fragmenty przypominam sobie lekcje j. polskiego w szkole i pytanie polonistki: co autor miał na myśli? Najczęściej moje odpowiedzi nie satysfakcjonowały moją nauczycielkę. Tutaj jednak da się wiele wytłumaczyć, ponieważ te wszystkie być może niejasne sformułowania nie wzięły się znikąd. One mają swoje znaczenie, które kilka lat temu czytając książkę o. Augustyna Pelanowskiego OSPPE „Wolni od niemocy” bardzo mnie zaskoczyło. Spróbuję pokrótce przybliżyć to tłumaczenie i odnieść do siebie i swojego życia.
Nabrzmiałe ciało może oznaczać dumę, zarozumiałość, a także brak przebaczenia. Nie wiem, czy macie takie doświadczenie, że przebaczyliście komuś, słowa to wyrażają, ale serce bardzo cierpi i na tym sercu widać bardzo głęboką ranę, która nie jest zagojona. Drobne poruszenie tej rany wywołuje ogromny ból. Tak jest w moim przypadku. Taka bolesna rana jest tylko jedna na moim sercu, ale ona co rusz zostaje podrażniona przez jakieś zewnętrzne czynniki, które wywołują ból. To może być jakieś zdanie, jakieś wydarzenie, jakieś spotkanie, które sprawia, że rana zostaje rozdrapana i przed oczyma widzę zło, które zostało mi wyrządzone, mimo że upłynęło już wiele lat, mimo że słowami przebaczyłam.
Wysypka to rany, ale też problemy, grzechy. Można się domyślić albo przypomnieć sobie jak się zachowujemy mając wysypkę. Drapiemy. Drapiemy. Drapiemy. Mimo że mama albo mąż/żona  z troską powtarza: „nie drap, bo się nie zagoi”, „nie drap, bo będzie bolało jeszcze bardziej”. Człowiek mający wysypkę w centrum życia stawia swoje własne bolączki, a nie Osobę Jezusa. Jeśli chodzi o ten problem, to muszę Wam się przyznać, że na przestrzeni tych kilku lat, kiedy to mocniej zajęłam się swoim życiem duchowym jest w tym aspekcie znaczna poprawa. Aż tak bardzo nie użalam się nad tym jak mi jest źle, ile ja mam problemów i nie nakręcam się niepowodzeniami. To wszystko jest w życiu każdego. Na jedne wydarzenia mam bardzo duży wpływ, na inne żadnego. Te, na które mam wpływ staram się modelować w taki sposób, aby ich efekt końcowy był jak najbardziej dla mnie korzystny, satysfakcjonujący. Z tymi, na które nie mam wpływu postanowiłam się po prostu godzić. Mimo poprawy, jednak wiele jeszcze jest do przepracowania. Jako wskazówkę dla rozpoczynających przygodę z Bogiem mogę tylko podpowiedzieć, że dobrze nakierowane życie duchowe na samym początku, czyli życie nakierowane na Jezusa, a nie na problemy, jest dużo lepsze i lżejsze. Trochę w myśl zasady: nie mów Bogu, że masz wielki problem, ale powiedz problemowi: mam wielkiego Boga!
Biała plama – to usprawiedliwianie się przed ludźmi i zakrywanie prawdy o sobie. Ponieważ człowiek boi się: co ludzie powiedzą, kiedy dowiedzą się jaki jestem naprawdę. Na pewno są takie obszary mojego życia, które skrywam. To dosyć naturalne, że na pierwszym spotkaniu z nowo poznaną osobą nie będę mówić o swoich słabościach, ale z drugiej strony – przyznawanie się do swoich słabości, jeśli się nawracamy jest niesamowitym świadectwem i motywatorem dla innych. Są w moim życiu obszary, których się okropnie wstydzę.
Włosy w nieładzie, czyli życiowy bałagan, brak porządku, nieład. Oj, znam to doskonale! Moje życie nie jest idealne i poukładane, a każdy detal nie jest starannie zaplanowany i zgodnie z planem realizowany. Mój bałagan związany jest też z wysypką, którą rozdrapywałam przez wiele lat. Rozdrapując rany i skupiając się na nich nie ma czasu na porządkowanie swojego życia. Od kiedy to Jezus jest TYM, na którym chcę się skupiać, dałam sobie większa szansę na to, aby móc porządkować swoje życie. Dobry fundament jest najważniejszy. Jeśli moim bogiem stanie się moje cierpienie, moje problemy, opinia ludzi czy cokolwiek innego, to w moim życiu będzie panował niekończący się bałagan. Coraz bardziej porządkuję to moje życie, ale zdarza się nadal łamanie tego pierwszego przykazania gdy bogów stawiam na miejscu Trójjedynego Boga.
Zasłonięta broda- ktoś kto zasłania brodę albo ją goli to znak osoby pozbawionej godności (oczywiście kiedyś tak było). Tyle się mówi o szacunku i wydaje mi się na pierwszy rzut oka, że szanuję ludzi. Kiedy jednak bardziej przeanalizuję swoje życie i swoje relacje, to muszę stwierdzić, że przecież padło tyle niepotrzebnych słów, które zupełnie z szacunkiem nie mają nic wspólnego. Wystarczy jakiś impuls, jakaś negatywna emocja i sypię niekoniecznie pochlebnymi słowami jak z rękawa.
Rozdarte szaty czyli sprzeczne pragnienia. Przerabiał to już św. Paweł i mówił o tym:  Nie czynię bowiem dobraktórego chcę, ale czynię to złoktórego nie chcę. To dzieje się u wielu z nas, ponieważ każdy z nas grzeszy. Grzesząc jednak nie zawsze chcemy źle. Wyobrażamy sobie jacy będziemy szczęśliwi, gdy popełnimy jakiś czyn. Bardzo często łączę nadzieje, że pomoże mi to w czymś. Choć do końca nie wiem w czym, ale na pewno chcę żeby było dobrze. Tłumaczę sobie i kalkuluję: ile będzie zła, a ile dobra wmawiając sobie przy tym, że dobra będzie więcej.
To jest charakterystyka trędowatego. Ja dzisiaj jestem trędowata. Mam tego  świadomość. Prawie cała ta charakterystyka to charakterystyka mnie i mojego zabałaganionego życia. Słabo byłoby, gdyby na tym moje życie się kończyło. W moim życiu jest jednak Ktoś, Kto cały mój trąd może uzdrowić, jeśli tylko przyjdę i poproszę Go o to.
(Mk 1,40-45)
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
Wystarczy tak niewiele. Wystarczy podejść do Jezusa i powiedzieć Mu o swoim trądzie. Wystarczy powiedzieć Mu o tym, jak źle się żyje z tym trądem. A może wystarczy poprosić: oczyść mnie, bez tłumaczenia... Jezus dotknie mnie i oczyści. To nie jest jakiś jednorazowy życiowy akt. Rzeczywiście może być coś takiego bardziej spektakularnego - ktoś był chory i pod wpływem takiego dotknięcia został uzdrowiony z choroby (duszy bądź ciała), ale oprócz tych szczególnych sytuacji Jezus dotyka mnie za każdym razem, gdy w sakramencie pokuty zostaję rozgrzeszona; oczyszczona. To jest doświadczenie natychmiastowe i zupełnie za free. Tym, którzy znają to tłumaczyć zbyt wiele nie trzeba. Tym, którzy w to nie wierzą chciałabym jakoś to wyjaśnić, ale obawiam się, że słowa będą niewystarczające. Dotyk Jezusa  - jaki on jest? Jest pełen czułości, jest dowartościowujący, przywracający nadzieję, wypełniający miłością, dodający życia, porządkujący to nasze życie. Za każdym razem, gdy na moim ciele pojawia się trąd mogę iść do Jedynego Prawdziwego Uzdrowiciela - Jezusa Chrystusa, który leczy wszystkie choroby. Sakrament Pokuty to sakrament, przez który naprawdę dzieją się cuda! Dlatego polecam Wam sakrament pokuty! Zdaję sobie sprawę, że ta notatka jest długa. Ale jeszcze kilka zdań. Jeśli chodzi o sakrament pokuty, to kiedyś poczynię notatkę na ten temat. Chcę tylko dopowiedzieć, że owszem - nie ma znaczenia jaki ksiądz będzie nas rozgrzeszał (choć najlepiej jednak gdyby był katolicki), ale mimo to dobrze jest poszukać sobie spowiednika, którego nauka będzie dla nas najbardziej owocna. To tak jak z lekarzem czy innym specjalistą. Wybierając go, szukamy na jego temat opinii, pytamy znajomych, czy coś o nim wiedzą, o jego cechy charakteru. Pewnie dla niektórych będzie lekko szokujące to co napiszę, ale życie wieczne jest milion razy bardziej ważne niż zdrowie. Dlaczego więc ludzie bez namysłu idą do kratek konfesjonału? Nie zastanawiając się jaki kapłan tam na nich czeka, nie modląc się za niego, nie modląc się o dobrą spowiedź. Rozgrzeszenie będzie ważne jeśli tylko zostały spełnione przez nas warunki sakramentu pokuty, ale nauka którą usłyszymy może nas przybliżyć do Boga albo od Niego oddalić, może dać nadzieje, ale może też zranić. Dlatego zatroszczmy się, o lepsze przeżywanie sakramentu cudów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger