17 maja

i wtedy przyszedł maj...

i wtedy przyszedł maj...
Korzystając z chwili po między egzaminami maturalnymi postanowiłam napisać coś i tutaj...bo przecież lepiej pisać notatkę na blog niż uczyć się prezentacji maturalnej na j. polski ;]

Jak już część wie, a może i nie 27 kwietnia br. uzyskałam wykształcenie średnie i zostałam absolwentką Liceum Ogólnokształcącego (którego zacnej nazwy zdradzać nie będę, coby nie szkodzić sobie i jemu też). Muszę więc nanieść pewne poprawki w notatce o sobie samej.....ale to może później.
Obecnie jestem po  pisemnych egzaminach maturalnych, przede mną jeszcze ustne. Kto inny by się chwalił, ja tylko napiszę że dobrze mi poszło i jestem mile zaskoczona sama sobą, ale przede wszystkim Mocą Bożą! :) I to właśnie Bogu dziękuję za pomoc, którą obdarza mnie cały czas udzielając mi swojego Ducha.
Egzaminy maturalne są bardzo stresujące, ale stres nie jest dobrym doradcą. Myślę, że mogłabym po wszystkich maturach wydać "Podręczny informator jak przetrwać maturę i (nie) zwariować - kilka cennych rad Moniki K." Jutro - j.polski, a 22 maja - j. angielski (zatem poruszmy jeszcze niebo w tych dniach za mną, bardzo o to proszę!)



Ale od życia na tej ziemi, chociaż czasem nie chce mi się w to uwierzyć ważniejsze jest życie duchowe, od którego zależy moje życie wieczne. Jestem pewna, że życie na tej ziemi się nie kończy, a przeciwnie- dopiero zaczyna. Każdego dnia modlę się. Nie jest to modlitwa pospieszna, ale spokojna, w której jest też czas na słuchanie (czy usłuchanie; usłyszenie także?). Modlitwa jest, bo bardzo pragnę aby była. Z całych sił staram się jej nie zaniedbywać. Pewnie nie uwierzycie w to, dopóki tego nie doświadczycie, ale napiszę to niby sloganowe, a dla mnie tak bardzo realne, tak bardzo prawdziwe wyznanie: Bóg jest niesamowity! Nigdy mnie nie opuścił i wspiera aby modlitwa, która towarzyszy mi od kiedy pamiętam; od najmłodszych lat była coraz to dojrzalsza i doskonalsza. Czuję Jego obecność gdziekolwiek się znajduję, z kimkolwiek przebywam, nawet jeśli znajduję się w zagrożeniu grzechem, wiem że On jest i pozostawia mi wolny wybór, tak bardzo mnie ukochał. Przypominam sobie wtedy obraz, Jego 'zdjęcie', które mam przy biurku - oblicze Jezusa z całunu turyńskiego, mały obrazek otrzymany kiedyś na rekolekcjach. Te oczy, które w każdej sytuacji potrafią odnaleźć we mnie dobro i potrafią przemówić do mnie...mówią Miłością. On Jest naprawdę wierny! Wierzysz w to, bądź nie, ale On chce mojego i Twojego szczęścia i nie pozwoli nas skrzywdzić.

Z drugiej strony moja walka o własne szczęście jest coraz bardziej byle jaka. Zastanawiam się gdzie jest ta Monika: uparta, pełna determinacji i zdolna do poświęcenia swojego zdrowia, czasu (wszystkiego!), żeby tylko nie złamać obietnicy danej sobie i Bogu. Zastanawiam się jak obudzić w sobie to, co zostało uśpione...
Jeżeli ktoś żyje w kręgu zła, z którego nie bardzo po ludzku da się wydostać, to pewnie ja jestem tą osobą. Ale nie szukam po omacku. Mam wiele znaków, które mnie ocalą. Mimo że czuję się osaczona, wiem przecież gdzie mam szukać ratunku. Ten ratunek jest właśnie w NIM.
Widzę wyraźnie, że kiedy jestem w stanie grzechu ciężkiego moje serce jest w pewien sposób 'zabetonowane' - nie ma dostępu do niego Jezus. Moje serce musi być czyste, żeby dać Jezusowi przebić się z Jego łaską. Grzech ciężki zamyka nas na Boga i dostrzegam to w swojej rozmowie z Nim, kiedy bardzo pragnę tego dialogu, a staje się on mówieniem w pustkę. To właśnie czyste serce, które uzyskuję w sakramencie pokuty: ratuje życie, a nawet - daje NOWE ŻYCIE. Świętość polega chyba właśnie na tym, aby żyć w łasce, a także z cnotą - szczególnie cnotą miłości bliźniego, która dostępna jest dla wszystkich!
Pewien Brązowy Przyjaciel (moja sympatia jest naprawdę wielka, ale wszystko w granicach miłości bliźniego! ;) ) napisał mi dzisiaj w sms-ie: "bez Jezusa i Jego zwycięstwa, to byłby dopiero bezsens i ciemność, a z Nim mamy światło", i to jest wielka prawda, o której często zapominamy, bo jest w nas egoizm: MI jest źle, JA cierpię, SAMA sobie poradzę itd. 

Bóg dokonał wiele w moim życiu, ale potrzeba chęci do podtrzymania tego.
Czym bliżej Niego tym walka gorętsza, ale nie walczymy sami. Walczymy z TYM, który JUŻ ZWYCIĘŻYŁ.

Rozkochać się w Jezusie - przygoda z finiszem w niebie, to jest właśnie TO :)

Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger