10 lipca

użyźnij siebie

użyźnij siebie

Jest pewna taka prawidłowość- czym dalej od Boga, tym trudniej mówić o Nim. Wiedziałam o tym wcześniej, ale teraz przekonuję się na sobie. Wiem, że to chwilowe zagubienie, które zakończy się z najbliższym powrotem - z najbliższym uklęknięciem do kratek konfesjonału i spotkaniem z Jezusem Miłosiernym (które będzie jak najszybciej sie da!smiley) Rzadko, ale czasem zdarza mi się przeglądać blogi, na których są komentarze do Ewangelii. Wydają mi się takie dobre, tak bardzo prawdziwe, że poddaję się bez pisania swoich przemyśleń. Tak daleko moim wypocinom do trafienia w sedno sprawy, ale... wiem, że jeśli nie podejmę próby napisania, to przejdę obojętnie obok Słowa Bożego, a przecież- trzeba je spróbować, pogryźć i... przełknąćwink I jak mówi Dezyderata: Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.
Wczorajsze pierwsze czytanie to tylko jedno zdanie. Kiedy ktoś na moje długie wiadomości (smsy, mejle), odpisuje bardzo krótko, nabieram przekonania, że nie jestem szanowana. Tłumaczę sobię, że na pewno ten człowiek mnie nie lubi, że nie ma czasu dla mnie, a moje sprawy są mu obojętne. A przecież w tym krótkim przekazie bardzo często jest wszystko co na daną chwilę było mi potrzebne. I tak jak w ostatnich dniach, moja rozmowa z Bogiem trwa godzinami, a... właściwie mój monolog, bo Bóg (zdaje mi się) jakby milczał- mam zapewnienie: słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne. Zatem to, że teraz nie słyszę Jego odpowiedzi nie znaczy, że jej nie będzie. Będzie! (wierzę w to, bo wierzę Jemu)cool Z przypowieścią o siewcy spotkałam się po raz pierwszy w szkole podstawowej. Była ona poplątaną opowiastką, która o ile może mało zrozumiała, o tyle tajemnicza wzbudzała chęć poznania i zadawania pytań (tak mi zostało chyba...na wieki wiekówlaugh) Możemy utożsamiać się z różnym podłożem, na które padło Słowo Pana. Ale mnie co innego tym razem uderzyło. Jak bardzo czytania ze sobą dialogują. Tak- czytania z konkretnego dnia ze sobą współbrzmią i to jak doskonale! Są całością. W Ewangelii mam dalszą część tego co pisał Izajasz: słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie, wielu takich było. Jezus jednak pragnie byśmy nie tyle słuchali co USŁUCHALI (czyli nie inaczej jak usłyszeli, czyli także zrozumielismiley). Jeszcze taka myśl- coby użyźniać siebie (modlitwą, pracą, uczciwością, sumiennością, dobrocią, pokorą, miłością), a wtedy staniemy się żyzną glebą, a tylko na żyznej ziemi ziarno wyda plony.

Rekolekcje, które przeżyłam w minionym tygodniu były owocnym czasem, z którego jednak więcej do wnętrza, niż na klawiaturę. Niech (przynajmniej na razie) tak zostanie. W najbliższą sobotę uroczystość (?)- mój Brat się żeni cheeky Niech Im się szczęści i Bóg błogosławi! Dobrze, że proboszcz dał im obraz przedstawiający nasz kościół parafialny, może nie zapomną jak wygląda, i jaka do niego droga...a przecież niedaleka...

02 lipca

po co Sercu uroczystość?

po co Sercu uroczystość?

Cały wczorajszy dzień był udręką - zastanawiałam się: po co świętować tą całą wielką uroczystość- tak bardzo ważną (takie mam przeświadczenie, niedające spokoju). Czy takie rozkładanie na części Pana Jezusa jest potrzebne i komu? Odpowiedź znajduję na bliskiej mi witrynie (ze względu na patriotyzm lokalny: www.diecezja.siedlce.pl), gdzie w zebranej z różnych źródeł notatce czytamy: „ustanowiona po objawieniu się Chrystusa św. Małgorzacie Marii Alacoque w latach 1673-1675, który zażądał ustanowienia święta ku czci Jego Serca oraz odprawiania specjalnego nabożeństwa”.
Po co Jezusowi uroczystość i nabożeństwo? Dobre pytanie…
Kontakt z Bogiem, zaczyna się od przyjaźni. Dopóki się z Nim nie zaprzyjaźnimy, będziemy męczyć się modlitwą, sakramenty będą kolejnymi obowiązkami do odhaczenia, a nasza relacja z Bogiem będzie niczym wirtualny spacer po Rzymie, może i nienajgorzej przygotowany, ale niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, brak uniesień i wyższych doznań jakie można przeżyć zwiedzając wieczne miasto, przemierzając je naprawdę, brak spotkań z ludźmi; Włochami, ale i niezliczoną ilością pielgrzymów itd. Taka relacja będzie nieco ‘oszukana’. To o czym w swoich słowach; rozmowach czy notatkach wspominam- trzeba nam pójść naprzód. Podróż realna będzie nas sporo kosztowała, ale…warto. Dopóki nie wyruszymy w podróż, nie przekonamy się o tym. Ta podróż też może zniechęcać- będzie męcząca, trudna, długa, może zawiedzie ‘środek lokomocji’, a może ‘kierowca’, ale…ważna jest OSOBA i CEL, ze względu na jaki się wybieram. To czczenie Serca Pana Jezusa służy nam samym. Jezus polecił uczcić swoje Serce, i dał nam w związku z tym obietnice:
•    Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
•    Ustalę pokój w ich rodzinach. Będę ich pocieszał w utrapieniach.
•    Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
•    Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
•    Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
•    Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
•    Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
•    Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
•    Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
•    Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.
•    W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.
I dla mnie jest oczywistością, że jest to dane nam. I nie wiem, czy będę kiedykolwiek w stanie wytłumaczyć: jaki interes On w tym miał. Szczerze powiem, że moja wiara podpowiada mi, że żaden, bo Bóg kocha miłością bezinteresowną, tak czuje moje serce, które przed siedmioma laty czuło się zdradzone, oszukane, odrzucone, opuszczone, wręcz- zniszczone przez właśnie Tego, któremu teraz ufa, bo widzi wyprowadzenie dobra z sytuacji po ludzku przegranej. Jedyną odpowiedzią jaką mam na pytanie postawione w dzisiejszym wpisie, to taka, że jest to z MIŁOŚCI. Jezus potrzebuje ludzi, aby ich ukochać.
Sam mówi w dniu, kiedy czczone jest Jego Boskie Serce: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Nadziwić się nie mogę, jakiego mam Mistrza. Zaprasza do siebie, żeby przyjść i wyrzucić z siebie to co nas męczy, co jest jakimś strapieniem, cierpieniem, żeby wykrzyczeń wszystkie krzywdy i żale, a On doda siły; da krzepę!
Nie pytam: co my z tym wszystkim zrobimy… Pytam: co ja zrobię z niepojętą Jego Miłością do mnie? Dzisiaj kiedy jest jedna z tych chwil- „gdy się nie śmie badać swej własnej duszy, bo się człowiek lęknie”- jak pisał Tetmajer chciałabym odpowiedzieć dosyć dyplomatycznie: poczekam na dalszy rozwój wydarzeń. Ale moje przekonania podpowiadają inaczej i wiem, że trzeba się zmagać, ażeby wygrać. Co wygrać? Życie wieczne!
Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, byś spośród wszystkich narodów, które są na powierzchni ziemi, był ludem będącym Jego szczególną własnością.
I jeszcze jedna myśl na koniec:
... nie było i nigdy nie będzie na  świecie serca,
które nas kocha bardziej
niż Najświętsze Serce naszego Pana Jezusa.
ks. Franciszek Maria di Francia
Założyciel Sióstr Kapucynek NSJ
Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger