26 maja

Bóg jest dobry! :)

Bóg jest dobry! :)
Dużo się dzieje, bardzo dużo! :)
1. Na uczelni jak to na uczelni, ostatnio ciągle kolokwia i inne niepotrzebne zupełnie przedsięwzięcia, które mimo niechęci trzeba jednak przedsięwziąć :p
2. Piątek - jakby nie patrzeć, zbawienny :)
Najpierw (niespodziewana) adoracja Najświętszego Sakramentu. Spotkanie z Nim jest zawsze tak niesamowite, że brakuje słów, by je opisać. Towarzyszyło mi przez czas tej adoracji zdanie: "Nie lękaj się", towarzyszyło mi to nawet za mało, ono mnie wypełniało. W obliczu spowiedzi, bardzo trudnej zresztą, w obliczu różnych wydarzeń zdanie, które gdyby tylko zaufać Mu tak na 100% ułatwiłoby wiele i rozwiązałoby dylematy, które gdzieś w sercu są. Ufam, ale to moje zaufanie zawsze jednak jest ludzkim zaufaniem, słabym zaufaniem... W każdym razie dalej - przyleciał do Polski mój serdeczny znajomy, co prawda jeśli się spotkamy to dopiero w następnym tygodniu, ale jednak raduje mnie to, bo wiem, że on się cieszy z pobytu w ojczyźnie (mieszka na stałe za oceanem).
Później była długa rozmowa przy herbatce + spowiedź :) Ostatnio usłyszałam, że kierownictwo duchowe, to nie jest siedzenie przy herbacie, ale...u mnie na kierownictwie herbata była zawsze (a kierowników/stałych spowiedników miałam kilku) i tematy były przeróżne. Nie zawsze ściśle dotyczące życia duchowego. Czasem to gadanie zupełnie luźne, a czasem całe spotkanie milczenia. Bóg mówi różnym językiem i na różny sposób, najważniejsze dla Niego jest, aby do nas trafić, tak myślę... Tak, spowiedź - CUD odpuszczenia grzechów, miłosierdzie mnie ogarnia (oj, odczuwam to bardzo mocno!) :)
3. Sobota - minęła szybko, do 14 ogarnęłam się trochę w związku z jutrzejszym kolokwium z angielskiego i wtorkowym z jakiegoś przedmiotu, który niestety nie wiem jak się nazywa. A o 14.oo rozpoczął się dzień skupienia u sióstr kapucynek ;] Działo się, oj się działo! Żałuj, kto nie był :p
Pewnie dla każdej indywidualnie wiele się zadziało, dla mnie także. Myślę, że Pan Bóg pięknie zaplanował to wszystko: piątek spowiedź, sobota dzień skupienia z takimi odpowiedziami.
Ciekawe też doświadczenie - po pierwszym zapisanym na konferencji zdaniu wypisał mi się długopis. I tak mi dzisiaj Dobry (Bardzo Dobry :p) Człek wskazał, że nie bez powodu, bo czasem można się 'wypisać', a Słowo przejdzie obok nas, a przecież Słowo Boże jest ŻYWE.
"Ludzie przychodzą i odchodzą" i to jest właśnie czas tego odejścia... Dany na chwilę, a tak wiele uczynił dla mnie, dla mojego wnętrza. Jeśli czyta to ktoś, kto ma jakieś żale, urazy do kapłanów, kto doświadczył bólu z ich strony, kto został zgorszony ich zachowaniem i teraz postrzega przez pryzmat jednego takiego księdza wszystkich - mówię Ci: są dobrzy kapłani! Naprawdę są. Są kapłani, którzy są wierni. I może ja w swoim życiu też za mało właśnie takich księży spotkałam, ale patrząc na tego kapłana-zakonnika-kapucyna widzę więcej. Otworzyły mi się oczy - tak chyba mogę powiedzieć. Zresztą wzrok mi się poprawił nie tylko w patrzeniu na kapłanów, w wielu innych kwestiach (zresztą ważniejszych) także.

I właśnie tego dnia pojawiła się decyzja! Ważna (i od-ważna) decyzja, ale na razie pozostająca w sercu.



4. Niedziela Trójcy Świętej
Polecam ten artykuł: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,1009,ekonomia-trynitarna.html
Dużo wyjaśnia :)

W ogóle, to chcę Wam jeszcze dziś powiedzieć, że Bóg jest dobry. I że nigdy tak bardzo mocno nie byłam o tym przekonana.

Słońca (przede wszystkim w sercu) życzę! :)
Pax!

17 maja

na pierwszy rzut oka nie widać że Cie kocham

na pierwszy rzut oka nie widać że Cie kocham
Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje. I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. Powiedział mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: Pójdź za Mną!

 (J 21,15-19)

Ktoś kiedyś mi powiedział przy tym fragmencie, że irytuje go postawa Jezusa, że w kółko pyta o tę miłość, a przecież jest Bogiem, więc WIE. To pokazuje jak bardzo różnimy się od siebie i w jak różny sposób Jezus do każdego z nas przemawia. Bo mi to ciągłe pytanie pomaga jakoś się ogarnąć, wrócić do Niego. Zapieram się Jezusa tyle razy, ile razy grzeszę: wybieram to co łatwe i przyjemne, a jednocześnie daje tylko chwilową korzyść. A Jezus pyta mnie czy Go kocham. "Na pierwszy rzut oka nie widać, że kocham", taka jest prawda. Moje życie często nie wskazuje na to, że KOCHAM. To pytanie Jezusa jest dla mnie lekcją pokory. Pyta mnie tyle razy, aż w prostocie i szczerze wyznam Mu swoją miłość i dodam, że On przecież wie wszystko, że ta moja odpowiedź jakby nie brzmiała, to On ją już zna. A daje mi sobie samej poniekąd odpowiedzieć na to pytanie: czy ja kocham Jezusa? I muszę sobie odpowiedzieć na to pytanie głośno, aby usłyszeć tę odpowiedź i skonfrontować ją ze swoim życiem. 
Jeśli chcę być apostołem, to muszę kochać. I to nie kochać, bo Bóg mi każe. Mam kochać z wolnością, nie pod przymusem. Kochać aż po krzyż; cierpienie.
A jeśli jest we mnie miłość... nawołuję przecież do niej nawet na facebooku, gdzie w tle mojego profilu mam takie oto zdjęcie...

...to jaka jest ta moja miłość? Czy nie jest ona zbyt krzykliwa? Czy nie jest wyżebrana? Czy może w ogóle to nie jest miłość, a tylko jej namiastka.

Ważne, by miłość była ukryta w sercu, ale objawiała się w naszym działaniu, przez nasze czyny, gesty i słowa.
Do takiej miłości w swoim życiu chcę dążyć, takiej miłości pragnę i o taką miłość się modlę. 

Pax!

12 maja

obecność drugiego człowieka

obecność drugiego człowieka
'Życie jest piękne!' - mawiał mój pierwszy kierownik duchowy i stały spowiednik, zamiennie z 'jest radość' (to było jakieś 6 lat temu) ;) I rzeczywiście, jest piękne, mimo że bardzo trudne. Im więcej jednak tych trudności, tym bardziej uwidacznia się piękno życia; radość jest bardziej wyrazista, każda życzliwość lepiej dostrzeżona, nieprzemilczane zostają gesty dobroci. Ilu życzliwych ludzi mnie otacza? Ostatnio zachwyciłam się nad tym. Naprawdę: zachwyciłam i zatrzymałam, w milczeniu i ciszy nad obecnością drugiego człowieka.



W ogóle to byłam jakiś czas w domu, jakiś czas to znaczy kilka dni w okolicach weekendu majowego. Wróciłam wcześniej niż myślałam, ale tak to czasem się zdarza. Trafił mi się samochód bezpośrednio do Lublina, a ludzie nie chcieli przyjąć ani grosza. W domu jak to w domu, chociaż... coraz to chyba jednak inaczej. Dostrzegam, że wraz z upływającym czasem zmieniają się relacje rodzinne, atmosfera domu. Nie ma tutaj co komentować (nawet gdy wzbudza to we mnie żal i jakiś smutek), traktuję to jako nieuniknioną kolej rzeczy.
A po powrocie pierwsze kolokwium zaliczeniowe na koniec semestru (wyników jeszcze nie ma, ale jak się dziecko nauczyło, to i napisało, więc powinno się to zakończyć pozytywnie ;) )
 W piątek byłam w wyjątkowym domu. Wyjątkowym dlatego, że mieszka w nim Pan Jezus. Poznałam tam też niesamowicie serdeczną siostrę zakonną. Ale kaplica w tym domu, no piękna!
 A później jeszcze jedno dobre spotkanie, przegadane o rzeczach błahych ze szklaneczką dobrej (prawdziwej, a nie jakiejś torebkowej :p ) herbaty. Zdecydowanie jestem zdania, że smak herbaty zależy od tego, z kim się ją pija. Ludzie potrafią być dobrzy i tacy...normalni, a może właśnie dobroć jest normalnością, a ten świat po prostu coraz bardziej staje się nienormalny, niestety. Słowa są zbyt małe, by określić, co czuję mając świadomość, że takich ludzi znam, że tacy ludzie mnie otaczają, dają mi swój czas.

Co do relacji z Tym JEDYNYM, to ostatnio mamy ciche dni. Tak to trzeba nazwać. Bardzo ciężko nam się rozmawia, trudno nam się zrozumieć. Ilekroć przychodzę do Niego, czuję się jak nieproszony gość. Jakby miał już dość mojej obecności. I to chyba byłoby na tyle... Może trzeba przeczekać, wiernie trwać, wszak już za tydzień Duch Święty zstąpi na nas, otrzymamy Jego moc i będziemy świadkami...
Ufam.

Pax! ;]

Jak spragniona ziemia rosy, dusza ma.
Tylko TY możesz wypełnić serca głód.




Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger