25 lutego

przyjacielskie z Bogiem obcowanie

przyjacielskie z Bogiem obcowanie
"...przyjacielskie z Bogiem obcowanie" to cytat św. Teresy z Avila, która własnie tak mówiła o modlitwie. Z chęcią bym Wam dała jakiś poradnik jakieś vademecum jak się modlić. Zdarza się, że sama chciałabym takie mieć. Ale dawanie wskazówek jak się modlić jest moim zdaniem pomyłką. Mogę opowiedzieć o formach modlitwy, mogę przedstawić rodzaje modlitw, ale to co ja uznaję dla siebie za najlepszą modlitwę, może zupełnie Wam nie odpowiadać. Ach ta radosna różnorodność! Może być też tak, że ktoś z Was zacznie praktykować, którąś z moich ulubionych form modlitwy, a wcześniej jakoś było nie po drodze i powie: Bingo! Tego szukałem przez lata! Bogactwo modlitwy jest tak ogromne, dlatego że modlitwa może być tak różnorodna jak ludzkie charaktery, jak ludzie historie. Warto też powiedzieć na samym początku, że modlitwa nie jest łatwa i chyba większość ludzi napotyka trudności w tej kwestii. Najważniejsze to się nie poddawać.
CZAS (bo on jest zawsze, tylko my nie zawsze potrafimy z niego korzystać)
W porę i nie w porę, a w innym miejscu: nieustannie jak mówi Pismo Święte. Dobrze by było, ale nie zawsze tak jest. Najlepiej się modli i nie jest to tylko moja subiektywna opinia, gdy jest się w stanie łaski uświęcającej. Przyczyna jest prosta. Jak jesteśmy w przyjaznej relacji z jakąś osobą, to dobrze nam się z nią rozmawia i przebywa. A jeśli były między nami jakieś zgrzyty, obraziliśmy tą osobę, zraniliśmy, to tak możemy sobie siedzieć razem, ale głowy spuszczone i trudno będzie słowo wydusić z siebie, bo może nam głupio, może nam przykro, bo może tyle obiecaliśmy, a nie dotrzymaliśmy słowa. I to jest ta wersja bardziej optymistyczna, bo tak naprawdę to jest duża szansa, że do tego spotkania w ogóle nie dojdzie. Nie jest miło spotykać się z osobą, której zadaliśmy ból. Po prostu struta atmosfera. Dlatego najlepiej chyba od tego zacząć – oczyszczenie atmosfery czyli sakrament pokuty- i trwać w tej łasce (nawet jeśli będzie się to wiązać z bardzo częstym przystępowaniem do spowiedzi). Tak naprawdę modlitwa dla mnie od kilku lat, to nie jest tylko czynność poranna czy wieczorna, tylko jest to rzeczywistość, która zespala cały mój dzień. Pompatycznie zabrzmiało, więc może krótko, co mam na myśli: budzę się i mówię do Jezusa, czasem na klęczkach, czasem na leżąco, czasem w biegu między kuchnią a pokojem, albo mieszkaniem a uczelnią, dziękuję że mam kolejny dzień na nawracanie się i proszę o to, żeby Bóg prowadził mnie tego konkretnego dnia. Na uczelni też się modlę, trudno to opisać, ale kiedy coś jest dla mnie trudne w myślach powtarzam: „Któryś za nas cierpiał rany….”, kiedy zaliczę egzamin albo spotkam kogoś, z kim dobrze mi się rozmawia: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu…”, kiedy widzę kogoś kto potrzebuje pomocy, a nie za bardzo wiem jak pomóc, to po prostu modlę się za taką osobę - od razu, żeby później nie zapomnieć.  Jak mnie kiedyś spotkacie, to pomódlcie się za mnie (jak mnie nie spotkacie, to też). Będzie to dla mnie naprawdę cenne. Wracając z uczelni autobusem czasem odmawiam różaniec, czasem odpalam aplikację Pismo Święte i je czytam (szczególnie czytania z dnia), a czasem po prostu myślę sobie o tym co było, co jest i będzie i zadaję Bogu pytania (a mam ich wiele). Po powrocie mam różne czynności, różne działania, wydarzenia jest ich dużo, nie sposób je wszystkie tutaj wymienić, ale staram się je odnosić do Boga, przeżywać z Bogiem. Jasne, że nie jest tak, że non stop myślę o Bogu.  Przecież też grzeszę, niestety. Wieczorem zazwyczaj następuje ten właściwy czas. Siedzę z Nim i rozmawiam. Nie zawsze, bo nie zawsze mi się chce, bo nie zawsze zorganizuję dla Niego czas. On ma Go dla mnie zawsze i zawsze na mnie czeka, aż się zatrzymam i pobędziemy razem tak na spokojnie. A potem powtarzam za świętym papieżem Janem XXIII: „Panie Boże świat jest Twój, a ja idę spać” i…właśnie to robię. Dlatego jest to zespolenie, bo modlitwa łączy wszystko pozostałe w całość, która się nazywa: moje życie.
Napiszę Wam jeszcze taką ciekawostkę, którą kilka lat temu ktoś mi przekazał. Czy 1% to dużo? Chyba każdy powie: obłędnie mało! A teraz popatrz: doba ma 1440 minut. 15 minut to odrobinę więcej niż 1%. A czasem się wydaje, że te 15 minut dziennie dla Niego, to czyste szaleństwo z naszej strony. Życie mamy dzięki Niemu, a dla Niego tego życia nam nierzadko szkoda. Paradoks.
TOP5 modlitw (chyba każdy ma jakieś swoje ulubione modlitwy)
1. Eucharystia!
Trudno to nawet jakoś wytłumaczyć. Jest to Ofiara Jezusa Chrystusa, który jest moim Mistrzem i który bardzo bym tego chciała – żeby był moim Panem. Zbawicielem jest na pewno. Najlepiej przeżywać Mszę Świętą w pełni, czyli w stanie łaski uświęcającej mając możliwość przystąpić do Stołu Pańskiego, aby móc najpełniej doświadczyć Komunii z Bogiem. Eucharystia daje siłę i moc. Tylko wtedy, gdy chcemy celebrować ją wraz z kapłanem mamy szansę ją bardziej zrozumieć. Zawsze o tym mówię przy okazji Eucharystii, ale powtórzę to raz jeszcze: zwróćmy uwagę jak wspaniałe są teksty z mszału, jak czytania mszalne ze sobą dialogują, jak Jezus pozwala nam uczestniczyć w Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Pozwala nam karmić się Sobą.
2. Brewiarz (czyli Liturgia Godzin)
Jest to modlitwa Kościoła. Modlą się w ten sposób szczególnie osoby duchowne i konsekrowane. Osoby konsekrowane wręcz żyją w rytm liturgii godzin. To jest głównie modlitwa psalmami, a je na pewno gdzieś tam kiedyś słyszeliście może nawet nie tylko na Mszy Świętej. Można znaleźć różne wersje: czterotomową, jednotomową, brewiarz dla świeckich, ale to wszystko jest to samo, tylko w jednych mniej, w innych więcej. Ja tą modlitwę poznałam ok. 8 lat temu na rekolekcjach. Mam też swój brewiarz (jednotomowy), dostałam go od Grzegorza (od razu zdrowaśka za niego, żeby później nie zapomnieć! ), który obecnie jest klerykiem w seminarium franciszkanów konwentualnych. Wstyd się przyznać, ale nie korzystam z niego zbyt często, odkąd jest aplikacja na telefon. Modlitwa liturgią godzin z „książkowego” brewiarza wiąże się ze skakaniem po całym tomie, przekładaniem wstążeczek i częstymi pomyłkami (ta wersja offline jest dla mnie naprawdę wciąż nie do ogarnięcia). Aplikacja jest wygodna. Wyświetlają się od razu właściwe teksty, choć nie można sobie wybrać tekstów jeśli są jakieś wspomnienia… Brewiarz jest też dostępny w Internecie TUTAJ.
3. Pismo Święte
Nigdy nie podjęłam się przeczytania całego od deski do deski.  To wyzwanie ma na pewno sens i podziwiam ludzi, szczególnie młodych, którzy przeczytali. Zachęcam do tego wszystkich i siebie też. Słowo Boże jest w moim życiu od dawna obecne. Myślę, że coraz bardziej świadomie Je przyjmuję i coraz bardziej się otwieram na przyjęcie tego Słowa. Nasz Bóg jest Bogiem Żywym, więc Jego słowo nie jest martwą literą. On ciągle przemawia. Dla mnie osobiście nie czytać Słowa to nie słuchać Boga. Jeśli mam przed sobą jakieś rozterki, jakieś problemy, jakąś decyzje do podjęcia i nie otwieram Pisma Świętego z pytaniem na ustach: co mam robić? to oszukuję samą siebie, że wierzę w Boga. Zdarza mi się to niestety i wtedy pukam się w czółko i mówię sobie: masz Boga, który działa cuda za Ojca, a się martwisz, niepokoisz i działasz jakbyś była zupełnie sama. Otwierajcie je, a znajdziecie w Nim odpowiedzi na każde Wasze pytanie. Nie zawsze od razu, ale znajdziecie.
4. Adoracja
Nie w każdej aranżacji mi odpowiada, bo niektóre mi utrudniają. Najlepiej w milczeniu ewentualnie ze śpiewnymi przerywnikami. Przerywniki też żeby nie były jakieś takie tam, tylko porządne. Na przykład kanony w duchu Taize. Chodzi o to, że to spotkanie jest chyba najbardziej intymnym spotkaniem z Jezusem dla mnie. Dlatego narzucone mi z góry teksty, po prostu mnie denerwują. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdyby ktoś dał mi kartkę ze scenariuszem rozmowy z przyjacielem i powiedział: to teraz cię do niego zaprowadzę, ale rozmawiajcie wg scenariusza. Dlaczego lubię milczeć na adoracji? Jezus w Najświętszym Sakramencie tak przeszywająco patrzy na mnie; moje życie, moje serce, moje myśli, że nie mam śmiałości mówić. On wie wszystko. On rozbraja mnie swoim spojrzeniem. To spojrzenie jest samą miłością. Jak tak się naadoruje, to wychodzę zupełnie odmieniona. Bardziej ukochana, a tą miłość wtedy przenoszę na innych: mniej złości, mniej mściwości, mniej żalu, mniej zazdrości, więcej po prostu MIŁOŚCI.
5. Różaniec
Za małolata już chodziłam na różaniec, co zawdzięczam mojej koleżance, a właściwie jej babci, która nas zabierała ze sobą. Była to prawdziwa wyprawa, bo do kościoła jest kawałek (ze 3 km), a wkoło lasy i pola. I w październiku tak prawie dzień w dzień. Oczywiście co my na tym nabożeństwie robiłyśmy to już inna sprawa, ale nie zawsze się modliłyśmy. Nie zmienia to faktu, że to wtedy pokochałam tą modlitwę. Była dla mnie bardzo tajemnicza. Szczególnie tajemnice, 
które kojarzyłam sobie z Ewangelią i wydarzeniami z niej. Nie wszystkie potrafiłam odnaleźć w myślach. A powtarzanie tej samej modlitwy było dla mnie czasem własnie na to myślenie o tych wydarzeniach. Jak teraz przeżywam tą modlitwę? Bardzo różnie. Czasem jest to bezmyślne powtarzanie "zdrowasiek", a czasem mam rozważania, i modląc się rozmyślam o nich. Wiem, że ta modlitwa jest bardzo głęboka. A ja tak naprawdę niewiele z niej rozumiem. Wiem też, że jest ona bardzo owocna. Wiele dzięki tej modlitwie w swoim życiu otrzymałam. Nawet jeśli jest to klepanie "zdrowasiek", to nie znamy logiki Bożej, być może zostaniemy zakwalifikowani do nieba, dzięki odklepaniu tysięcy "zdrowasiek", czyli: może ta modlitwa będzie Bogu bardziej miła niż inne nasze modlitwy czy uczynki. Tego nie wiemy.
Tadaaaam! Koniec notatki! Długa, ale mam nadzieje, że dobrze się Wam czytało. Nieważne jak się modlicie, ale pamiętajcie, że "przyjacielskie z Bogiem obcowanie" jest dla każdego, bo każdy z Was, jest Jego przyjacielem (J 15,15) !

19 lutego

zaczątek nowego

zaczątek nowego
Moja koleżanka kilka lat temu przed środą popielcową powiedziała mi: "ale Bóg to chyba lubi, żeby nam było tak ciągle ciężko, bo jak wytłumaczyć te posty nakazane?" (cytat niedosłowny, ale sens zachowany). Można odnieść rzeczywiście wrażenie, że nasz Bóg jest Bogiem, którego raduje nasze cierpienie, bo w Kościele ciągle się mówi o umartwieniu. Wrażenie to jest jednak bardzo mylne. Wszelkie "umartwienia" czy to związane z przykazaniami, czy postem nie są dla Boga, one Mu w niczym nie pomogą, ale one pomagają nam. I nie chodzi o to, że zgubimy brzuszek, choć być może jak ostro będziemy pościć to się to faktycznie stanie, ale samo niejedzenie czy ograniczenie jedzenia to dieta, post jest połączony z modlitwą i jałmużną i tylko wtedy ma sens. Chodzi o to, żeby dokonało się coś więcej. I żeby to coś więcej nie skończyło się w niedzielę zmartwychwstania, ale trwało przez kolejne dni naszego życia. To wszystko pomaga nam zmienić kurs naszego egoistycznego życia na kurs życia miłością.

Jezus przez 40 dni pościł na pustyni (dla tych co nie pamiętają tego fragmentu: Łk 4,1-13). Nie dość że pościł, to jeszcze na pustyni. I pewnie ten fakt sprawił, że takie pokusy Go dopadły. Co więcej te pokusy na pozór miały przynieść dobry skutek: kamienie zamienione w chleb, którym można nakarmić ludzi albo przejęcie władzy przez Jezusa. Ludziom prostym wystarczy prosta pokusa, na każdy haczyk się zaczepią. Takie pokusy jakie miał Jezus są dla ludzi bardzo inteligentnych. Niestety wiele osób daje się oszukać. Wielu mężów daje się oszukać, że musi się poświęcić pracy, zaniedbując żonę i dzieci. Wiele matek daje się oszukać, że dzieci są najważniejsze zaniedbując męża, któremu ślubowały. Tylko relacja z Bogiem i odniesienie do Niego jest w stanie nas uchronić od pokus. Jeśli tak zaczniemy pojmować post, to zobaczymy, że nie potrzebujemy Wielkiego Postu, żeby się ogarnąć; że każdy czas będzie dla nas dobry. Przez pozostałe dni w roku będziemy bardziej odporni na podszepty Złego, będziemy omijać okazje do grzechu, będziemy bardziej wierni. Ale od czegoś trzeba zacząć i ta środa popielcowa może być tym zaczątkiem nowego, lepszego, Bożego życia.
A najlepsza instrukcja jak pościć, modlić się i dawać jałmużnę jest w dzisiejszym Słowie Jezusa:
Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Życzę sobie i Wam Wielkiego Postu, który zaowocuje nowym - bardziej Bożym życiem!

15 lutego

trędowata

trędowata
Zacznijmy od tego, że mimo iż jestem (póki co) "singielką" to lubię Walentynki. Moja mama też je lubi, dlatego wczoraj rano przed wyjściem do pracy położyła mi przy łóżku czekoladkę w kształcie serduszka. Przyznaję – rozczuliło mnie to niesamowicie. Trochę mnie tutaj nie było, bo po sesji odpoczywałam sobie w północno-wschodniej części Polski stroniąc od Internetu. Pospacerowałam (m.in. brzegiem jezior i Kanału Augustowskiego). Poczytałam (m.in. "Kościół Boga Żywego" ks. Węgrzyniaka). Porozmawiałam (m.in. z moim bardzo dobrym, serdecznym znajomym zakonnikiem). A dziś wieczorem powrót do mojego studenckiego miasta. Czas wracać do studiowania. Ostatni semestr studiów licencjackich przede mną! Jestem taka dorosła…a taka mała.
(Kpł 13,1-2.45-46)
Tak powiedział Pan do Mojżesza i Aarona: Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, to przyprowadzą go do kapłana Aarona albo do jednego z jego synów kapłanów. Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.

Czytając takie fragmenty przypominam sobie lekcje j. polskiego w szkole i pytanie polonistki: co autor miał na myśli? Najczęściej moje odpowiedzi nie satysfakcjonowały moją nauczycielkę. Tutaj jednak da się wiele wytłumaczyć, ponieważ te wszystkie być może niejasne sformułowania nie wzięły się znikąd. One mają swoje znaczenie, które kilka lat temu czytając książkę o. Augustyna Pelanowskiego OSPPE „Wolni od niemocy” bardzo mnie zaskoczyło. Spróbuję pokrótce przybliżyć to tłumaczenie i odnieść do siebie i swojego życia.
Nabrzmiałe ciało może oznaczać dumę, zarozumiałość, a także brak przebaczenia. Nie wiem, czy macie takie doświadczenie, że przebaczyliście komuś, słowa to wyrażają, ale serce bardzo cierpi i na tym sercu widać bardzo głęboką ranę, która nie jest zagojona. Drobne poruszenie tej rany wywołuje ogromny ból. Tak jest w moim przypadku. Taka bolesna rana jest tylko jedna na moim sercu, ale ona co rusz zostaje podrażniona przez jakieś zewnętrzne czynniki, które wywołują ból. To może być jakieś zdanie, jakieś wydarzenie, jakieś spotkanie, które sprawia, że rana zostaje rozdrapana i przed oczyma widzę zło, które zostało mi wyrządzone, mimo że upłynęło już wiele lat, mimo że słowami przebaczyłam.
Wysypka to rany, ale też problemy, grzechy. Można się domyślić albo przypomnieć sobie jak się zachowujemy mając wysypkę. Drapiemy. Drapiemy. Drapiemy. Mimo że mama albo mąż/żona  z troską powtarza: „nie drap, bo się nie zagoi”, „nie drap, bo będzie bolało jeszcze bardziej”. Człowiek mający wysypkę w centrum życia stawia swoje własne bolączki, a nie Osobę Jezusa. Jeśli chodzi o ten problem, to muszę Wam się przyznać, że na przestrzeni tych kilku lat, kiedy to mocniej zajęłam się swoim życiem duchowym jest w tym aspekcie znaczna poprawa. Aż tak bardzo nie użalam się nad tym jak mi jest źle, ile ja mam problemów i nie nakręcam się niepowodzeniami. To wszystko jest w życiu każdego. Na jedne wydarzenia mam bardzo duży wpływ, na inne żadnego. Te, na które mam wpływ staram się modelować w taki sposób, aby ich efekt końcowy był jak najbardziej dla mnie korzystny, satysfakcjonujący. Z tymi, na które nie mam wpływu postanowiłam się po prostu godzić. Mimo poprawy, jednak wiele jeszcze jest do przepracowania. Jako wskazówkę dla rozpoczynających przygodę z Bogiem mogę tylko podpowiedzieć, że dobrze nakierowane życie duchowe na samym początku, czyli życie nakierowane na Jezusa, a nie na problemy, jest dużo lepsze i lżejsze. Trochę w myśl zasady: nie mów Bogu, że masz wielki problem, ale powiedz problemowi: mam wielkiego Boga!
Biała plama – to usprawiedliwianie się przed ludźmi i zakrywanie prawdy o sobie. Ponieważ człowiek boi się: co ludzie powiedzą, kiedy dowiedzą się jaki jestem naprawdę. Na pewno są takie obszary mojego życia, które skrywam. To dosyć naturalne, że na pierwszym spotkaniu z nowo poznaną osobą nie będę mówić o swoich słabościach, ale z drugiej strony – przyznawanie się do swoich słabości, jeśli się nawracamy jest niesamowitym świadectwem i motywatorem dla innych. Są w moim życiu obszary, których się okropnie wstydzę.
Włosy w nieładzie, czyli życiowy bałagan, brak porządku, nieład. Oj, znam to doskonale! Moje życie nie jest idealne i poukładane, a każdy detal nie jest starannie zaplanowany i zgodnie z planem realizowany. Mój bałagan związany jest też z wysypką, którą rozdrapywałam przez wiele lat. Rozdrapując rany i skupiając się na nich nie ma czasu na porządkowanie swojego życia. Od kiedy to Jezus jest TYM, na którym chcę się skupiać, dałam sobie większa szansę na to, aby móc porządkować swoje życie. Dobry fundament jest najważniejszy. Jeśli moim bogiem stanie się moje cierpienie, moje problemy, opinia ludzi czy cokolwiek innego, to w moim życiu będzie panował niekończący się bałagan. Coraz bardziej porządkuję to moje życie, ale zdarza się nadal łamanie tego pierwszego przykazania gdy bogów stawiam na miejscu Trójjedynego Boga.
Zasłonięta broda- ktoś kto zasłania brodę albo ją goli to znak osoby pozbawionej godności (oczywiście kiedyś tak było). Tyle się mówi o szacunku i wydaje mi się na pierwszy rzut oka, że szanuję ludzi. Kiedy jednak bardziej przeanalizuję swoje życie i swoje relacje, to muszę stwierdzić, że przecież padło tyle niepotrzebnych słów, które zupełnie z szacunkiem nie mają nic wspólnego. Wystarczy jakiś impuls, jakaś negatywna emocja i sypię niekoniecznie pochlebnymi słowami jak z rękawa.
Rozdarte szaty czyli sprzeczne pragnienia. Przerabiał to już św. Paweł i mówił o tym:  Nie czynię bowiem dobraktórego chcę, ale czynię to złoktórego nie chcę. To dzieje się u wielu z nas, ponieważ każdy z nas grzeszy. Grzesząc jednak nie zawsze chcemy źle. Wyobrażamy sobie jacy będziemy szczęśliwi, gdy popełnimy jakiś czyn. Bardzo często łączę nadzieje, że pomoże mi to w czymś. Choć do końca nie wiem w czym, ale na pewno chcę żeby było dobrze. Tłumaczę sobie i kalkuluję: ile będzie zła, a ile dobra wmawiając sobie przy tym, że dobra będzie więcej.
To jest charakterystyka trędowatego. Ja dzisiaj jestem trędowata. Mam tego  świadomość. Prawie cała ta charakterystyka to charakterystyka mnie i mojego zabałaganionego życia. Słabo byłoby, gdyby na tym moje życie się kończyło. W moim życiu jest jednak Ktoś, Kto cały mój trąd może uzdrowić, jeśli tylko przyjdę i poproszę Go o to.
(Mk 1,40-45)
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
Wystarczy tak niewiele. Wystarczy podejść do Jezusa i powiedzieć Mu o swoim trądzie. Wystarczy powiedzieć Mu o tym, jak źle się żyje z tym trądem. A może wystarczy poprosić: oczyść mnie, bez tłumaczenia... Jezus dotknie mnie i oczyści. To nie jest jakiś jednorazowy życiowy akt. Rzeczywiście może być coś takiego bardziej spektakularnego - ktoś był chory i pod wpływem takiego dotknięcia został uzdrowiony z choroby (duszy bądź ciała), ale oprócz tych szczególnych sytuacji Jezus dotyka mnie za każdym razem, gdy w sakramencie pokuty zostaję rozgrzeszona; oczyszczona. To jest doświadczenie natychmiastowe i zupełnie za free. Tym, którzy znają to tłumaczyć zbyt wiele nie trzeba. Tym, którzy w to nie wierzą chciałabym jakoś to wyjaśnić, ale obawiam się, że słowa będą niewystarczające. Dotyk Jezusa  - jaki on jest? Jest pełen czułości, jest dowartościowujący, przywracający nadzieję, wypełniający miłością, dodający życia, porządkujący to nasze życie. Za każdym razem, gdy na moim ciele pojawia się trąd mogę iść do Jedynego Prawdziwego Uzdrowiciela - Jezusa Chrystusa, który leczy wszystkie choroby. Sakrament Pokuty to sakrament, przez który naprawdę dzieją się cuda! Dlatego polecam Wam sakrament pokuty! Zdaję sobie sprawę, że ta notatka jest długa. Ale jeszcze kilka zdań. Jeśli chodzi o sakrament pokuty, to kiedyś poczynię notatkę na ten temat. Chcę tylko dopowiedzieć, że owszem - nie ma znaczenia jaki ksiądz będzie nas rozgrzeszał (choć najlepiej jednak gdyby był katolicki), ale mimo to dobrze jest poszukać sobie spowiednika, którego nauka będzie dla nas najbardziej owocna. To tak jak z lekarzem czy innym specjalistą. Wybierając go, szukamy na jego temat opinii, pytamy znajomych, czy coś o nim wiedzą, o jego cechy charakteru. Pewnie dla niektórych będzie lekko szokujące to co napiszę, ale życie wieczne jest milion razy bardziej ważne niż zdrowie. Dlaczego więc ludzie bez namysłu idą do kratek konfesjonału? Nie zastanawiając się jaki kapłan tam na nich czeka, nie modląc się za niego, nie modląc się o dobrą spowiedź. Rozgrzeszenie będzie ważne jeśli tylko zostały spełnione przez nas warunki sakramentu pokuty, ale nauka którą usłyszymy może nas przybliżyć do Boga albo od Niego oddalić, może dać nadzieje, ale może też zranić. Dlatego zatroszczmy się, o lepsze przeżywanie sakramentu cudów!
Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger