31 października

świętymi bądźcie!

świętymi bądźcie!
Niezwykła uroczystość. Uroczystość WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH. To dzień tych, którzy swoim życiem zasłużyli na życie wieczne; wieczną przygodę z Bogiem, już bez grzechu, bez pokus, bez płaczu, bez cierpienia. To dzień tych, których Kościół nie koniecznie wspomina w poszczególne dni roku liturgicznego, ale swoim życiem dali przykład jak być świętymi. Jeśli zastanawiasz się: jak żyć, żeby zostać świętym, to odpowiedź znajdziesz w przygotowanych przez Kościół jutrzejszych czytaniach. W Ewangelii czytamy następujące słowa samego Jezusa Chrystusa: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. 

To jest charakterystyka tych, których uroczystość świętujemy 1 listopada. To może być także nasze święto.
Wystarczy żyć właśnie w taki sposób, jaki proponuje Jezus Chrystus. To nie jest styl życia dla wybranych, dla jakiś innych, mocniejszych. To jest sposób dla każdego z nas: dla mnie, dla Ciebie i dla Twojego nieznośnego sąsiada, z którym od lat nie możesz się porozumieć i dla Twojej współlokatorki z akademika, o której już tyle złego powiedziałeś i pomyślałeś, i dla księdza który upadł i którego świat już osądził. Jezus i Jego Ewangelia to jest sposób na życie dla KAŻDEGO, kto CHCE się nawracać. Potrzeba jednak radykalnych decyzji - nie tylko jednej decyzji, ale każdego dnia tego pokręconego życia trzeba nam wybierać świętość.

Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 P 1, 16; Kpł 11, 44)


Świętymi bądźmy!
Wybieram świętość! ( i moje decyzje mają to potwierdzać)
AMEN!

Dobrego, radosnego jutrzejszego dnia; wspomnienia Wszystkich Świętych.
pax! ;]


28 października

ubogacająca niedziela

ubogacająca niedziela
Pewnie to wiecie, ale Wam powiem wczoraj była niedziela. A niedziela to jest taki czas, który większość lubi. Kto z Was nie lubi niedziel ręka w górę! No właśnie, żadnej ręki nie widzę :) Niedziele są bardzo pozytywne! Można je przeżyć byle jak - np. na zakupach. Buuu, nie lubię, nie lubię, nie lubię. Dla tych, którzy nie rozumieją odpoczynku szabatowego (obecnie: niedzielnego!): "(...)prawo szabatu było ustanowione w Izraelu po to, żeby niewolnicy, którzy byli w domach żydowskich, mieli święto i mogli odpocząć. (...) Tak naprawdę przestrzegasz go wtedy, gdy słabszemu, zależnemu od ciebie, stwarzasz możliwość odpoczynku." (bp Ryś) Oczywiście byłam na Eucharystii w mojej ukochanej lubelskiej parafii, a po spotkaniu z Jezusem, było spotkanie z zaprzyjaźnionym bratem zakonnym. Baaardzo miły i dobry czas. A po powrocie obiadek (yyy...chyba za dużo powiedziane w przypadku życia na stancji) i lektura duchowa. Właśnie takie powinny być niedziele - ubogacające. Niewątpliwie nasze życie ubogaca uczestnictwo w Eucharystii. Karmienie się Ciałem Chrystusa. Ubogacają nas spotkania z ludźmi, którzy są ludźmi wiary, bo co nas łączy oprócz ludzkiej przyjaźni? Łączy nas Duch Święty. Ubogaca lektura duchowa, bo poszerzamy naszą wiedzę religijną, pogłębiamy naszą wiarę, poznajemy coraz bardziej Boga.
Dlatego bardzo lubię dobrze przeżyte niedziele. Jak się tak dobrze rozpocznie tydzień to jest to lepszy tydzień (choć nie musi być wcale łatwy).
A dzisiaj kupiłam sobie lokówkę i co baaardzo mnie rozbawiło dostałam gratis szampon do włosów BARDZO zniszczonych :D Nie wiem, czy aż tak źle wyglądałam, czy po prostu sprzedająca ma takie doświadczenia z używaniem lokówki....ale sytuacja była naprawdę zabawna. A szampon wyjęła spod lady niczym dając mi go potajemnie.
W środę jadę do domu! Po raz pierwszy w tym roku akademickim wracam do domu rodzinnego. Zajmuje mi to ok. 3 godzin. Zawsze to jest dziwny czas. Jedzie się, jedzie, jedzie, jedzie.... i się myśli o najprzeróżniejszych kwestiach. Ale chyba to jest główny powód dla którego lubię "podróżować" (to tak poważnie brzmi, ale to moje podróżowanie ogranicza się do odwiedzania znajomych w Polsce wschodniej :p)

A w dzisiejszej Ewangelii ważne słowa dla wszystkich, którzy nie wiedzą gdzie jest rozwiązanie ich problemów, gdzie jest uzdrowienie ich zranień: przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.
Przychodźmy do Chrystusa, dotykajmy się Go w modlitwie, w spotkaniu z Nim w sakramentach, bo od Niego wychodzi moc uzdrawiająca. Trzeba "TYLKO" przyjść i słuchać.

Trwajmy na modlitwie za siebie nawzajem :)
pax! ;]

22 października

Kocham mój Kościół i kocham Boga

Kocham mój Kościół i kocham Boga
Tak, była spowiedź! Był bardzo dobry spowiednik, opanowany, rozmawiał, był delikatny, miły...aż nadto... Trochę temperamentem nie dopasowaliśmy się. Ciężko jakoś to szło. On powiedział zdanie, ja w tym czasie powiedziałabym co najmniej 5 zdań. Ale nie ma co narzekać na spowiednika, bo sądzę, że wielu chciałoby się spowiadać u takiego właśnie kapłana. Zresztą - to dobry człowiek. Ostatecznie wyspowiadałam się.

Euforii i radości nie czuję. Nie liczcie na to, że napiszę jak to cudownie po kilku miesiącach znów być w stanie łaski uświęcającej. Nie napiszę tego, bo tego nie czuję. Kiedy wczoraj wróciłam po spowiedzi ze łzami w oczach na stancję, było po prostu s t r a s z n i e. Miałam wrażenie, jakbym na tym świecie została jedna, sama, bez Kościoła i bez Boga. I właśnie dlatego: płakałam, płakałam, płakałam.




Kocham mój Kościół i kocham Boga, gdybym straciła TO, straciłabym WSZYSTKO. Bóg Trójjedyny i Kościół Rzymsko- Katolicki są dla mnie najcenniejszym darem, największym dobrem, drogocenną perłą.





Nie mogłam się modlić. Ba! Nie mogłam nawet odczytać krótkiego tekstu z książki "365 dni z ojcem Pio" na wczorajszy dzień. Tak bardzo byłam osłabiona duchowo. Błagałam (dosłownie) Pana Boga na kolanach o Słowo. Otworzyłam Pismo Święte... na wprowadzeniu do którejś z ksiąg - wiecie, to taki historyczny zarys, co i jak, żeby mieć pewien obraz danej księgi (gorzej chyba trafić nie mogłam). Zostawiłam to wszystko i weszłam w grzech.
Przyznaję Wam - którzy w większości odwiedzających ten blog jesteście Kościołem, który kocham - jest mi maksymalnie głupio wobec Boga, Was i siebie. Bóg pokonał grzech, pokonał szatana, pokonał śmierć. Dla Niego jestem najpiękniejszym dzieckiem niezależnie od tego co zrobiłam, wiem to doskonale. Głupio mi wobec Was, bo mam poczucie, że grzesząc osłabiam cały Kościół (i chyba nie jest to tylko poczucie, ale taki jest fakt z różnych powodów). Przepraszam. Głupio mi także wobec siebie. Jednocześnie pocieszam się tym, że przez kilka godzin walczyłam bardzo mocno, tych łez było dużo, to zmaganie trwało kilka godzin (może ktoś powiedzieć, że mało, dla mnie - baaaardzo długo). Słabe pocieszenie, wiem. Bardzo jest mi przykro, że tak łatwo mnie przekonać, że to co wygodne, to co przyjemne, jest lepsze. To jest kłamstwo. Mam świadomość, że nie ten kto nie grzeszy jest świętym, ale ten kto się spowiada. Jezus Chrystus jest moim Panem, JEDYNYM. Jeśli upadam, to wstaję mocą Chrystusa i dla Niego się podnoszę, dla Niego podejmuję walkę ze złymi skłonnościami; z grzechem, dla Niego chcę żyć i chcę żyć dobrze. Nie jest ważne, że 'nie czuję' teraz Jego obecności. WIEM, że JEST. Wiele razy w moim życiu dawał mi to odczuć, nie musi stale mi tego udowadniać. To co czuję, albo to czego nie czuję, a tak bardzo pragnę czuć, oddaję Bogu.Wiem, że On w czasie słusznym obdarzy mnie tym, co da mi szczęście. Wracam do modlitwy... szczególnie różańcowej. Chwila niemocy jest po to, aby przypomnieć sobie od kogo czerpać siłę.

Im bardziej staramy się żyć według Bożych przykazań, czyli być wiernymi naśladowcami Jezusa Chrystusa, tym mocniej całe piekło szaleje, tym mocniej szatan uderza w nasze słabości.
Nigdy nie można nam się poddać.

Miłość zniesie wszystko, miłość przetrwa śmierć, miłość nie lęka się niczego... 

Wam i sobie życzę siły na każdy dzień nieustannej walki o życie wieczne.
Niech bł. (wnet święty) Jan Paweł II, którego dzisiaj wspominamy w liturgii wspiera nas i wyprasza nam łaskę podejmowania decyzji, które będą podobały się Bogu.

pax! ;]

21 października

będę z Tobą

będę z Tobą



"I w najlepszej z chwil, i najgorszej też,
będę z Tobą."

19 października

jest Ojcem, mimo że doświadcza

jest Ojcem, mimo że doświadcza
19 października to data bardzo dla mnie ważna i bardzo trudna. Z dwóch powodów. 

I. 
19 października 1984 r. Oczywiście - mnie wtedy jeszcze nie było na tym świecie (choć w zamyśle Bożym byłam od zawsze). Nie wiem, czy Wam mówi cokolwiek ta data (jeśli nie, to nie martwcie się, wszak każdy ma jakieś 'swoje' najważniejsze daty). Uprowadzenie i męczeńska śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. Jest to jeden z moich ulubionych świętych/błogosławionych. Myślę sobie o kapłanach, których ja poznałam w swoim życiu. Myślę sobie też o swoim stosunku do nich, nie zawsze takim jaki być powinien. Człowiek ten jest dla mnie ważny z kilku powodów (pomijając oczywistość jaką jest ważność osoby wynikająca z faktu bycia człowiekiem). Nie bał się mówić tego co myśli i działać odważnie, nie bał się być wierny Chrystusowi w czasach dużo trudniejszych niż dzisiejsze, był kapłanem - sługą (Boga i człowieka) i to tak dosłownie: był z ludźmi i dla ludzi. Służyć Bogu, to szukać dróg do ludzkich serc. Służyć Bogu to mówić o złu jak o chorobie, którą trzeba ujawnić, aby ją móc leczyć. Służyć Bogu, to piętnować zło i wszystkie jego przejawy” (27 marca 1983). Staram się od czasu do czasu słuchać, czytać kazania tego świętego kapłana. Cóż ja Wam mogę o Nim powiedzieć? Prawie nic. Od siebie chyba tylko tyle, że jest bardzo skuteczny (modlę się m.in za Jego wstawiennictwem) :) Ale z wywiadu z ks. Marcinem Wójtowiczem - kolegą błogosławionego kapłana przytoczę fragment, może i Was zachwyci błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko.

Jerzy nie był żadną gwiazdą. Był autentyczny, nie miał w sobie takiej zwykłej człowieczej próżności, chęci zaimponowania, pokazania się na pierwszym planie. W jego przypadku to nie wchodziło w grę. On unikał salonów, źle się tam czuł, splendory, bankiety nie pociągały go.

Doskonale pamiętam pierwszą Wigilię w stanie wojennym – siedzimy wspólnie przy wieczerzy, przy stole kilkadziesiąt osób, w tym duża grupa emerytów, składamy sobie życzenia i nagle Jerzy znika nam z oczu. Okazało się, że poszedł na rogatki do żołnierzy, którzy stali przy koksownikach i łamał się tam z nimi opłatkami. Nikomu z nas coś takiego nawet nie przyszłoby do głowy, a on to już czuł. Prawdziwy charyzmatyk…
Podobna historia: obserwujemy charakterystyczny samochód tajniaków pilnujących księdza Popiełuszki, stojący pod kościołem. A Jerzy mówi: słuchajcie, zanieśmy im gorącą kawę, bo marzną już tyle godzin. To było właśnie w jego stylu.

 II.
19 października 2007 r. to data śmierci Martyny. Martyna zmarła mając 16 lat. Miała guza kości biodrowej. Nowotwór. Przez ponad 100 dni była pod opieką WHD. Była koleżanką, jakich wiele... Choroba zmienia. Myślę, że jesteśmy tego wszyscy świadomi, ale często ludzie odwracają się od Boga, buntują się, rozpaczają, kierują swoją uwagę na siebie. Martyna zupełnie odwrotnie. Zbliżyła się bardzo do Pana Boga. Wieczorami odmawiała różaniec, mówiła że przynosi jej to ulgę. Swojego kapelana poprosiła o sakrament bierzmowania, który przyjęła niedługo przed śmiercią z rąk bp Henryka Tomasika w swoim pokoju, wybrała sobie za patronkę Marię - dlatego, że to imię Matki Bożej, ale też dlatego że to imię jej ziemskiej matki. Sytuacja w domu...bardzo trudno, aż przykro jest o tym mówić, więc mówić o tym nie będę. Pamiętam dzień jej pogrzebu. Pamiętam białą trumnę. Pamiętam kapelana - ks. Rafała, który odprawiał w białym ornacie, ponieważ mówił że jest pewny, że Martyna raduje się już życiem blisko Boga, że jest w niebie. Za każdym razem gdy wchodzę na cmentarz parafialny widzę jej grób. Odmawiam krótką modlitwę w myślach. I tak się zastanawiam... czy czegoś nauczyła nas ta śmierć? Powinna. 
W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.
Myślę, że Jezus Chrystus przyznał się do Martyny wobec aniołów Bożych. Wierzę, że jest ona szczęśliwa. 
Pamiętam o niej w swojej modlitwie i Was też proszę - pomódlcie się czasem za nią. 

A z bieżących spraw, to przyjechała do mnie moja zapracowana siostra, więc ruszaaaamy na miacho! Lublin w ten weekend jest nasz! :) W poniedziałek natomiast (zaraz po kartkóweczce z angielskiego) idę do Jezusa po miłosierdzie, czyli będzie spowiedź. Ufam, że spowiednik będzie dobrym narzędziem w rękach Pana, choć jak pisała św. Faustyna: spowiednik wiele może duszy dopomóc, ale i wiele może zepsuć ;)

Na koniec tej "trudnej' notatki chcę Wam przypomnieć, że Bóg jest Ojcem, mimo że doświadcza.
JEST OJCEM. Dlatego nasze życie, jeśli będziemy trzymać się Boga, zakończy się happyend'em.
Nie jest łatwo z tą jesienną aurą, ale bądźcie dzielni!

pax! ;]



08 października

obrać najlepszą cząstkę

obrać najlepszą cząstkę
„Dzisiaj wzeszło słońce, ale nie poświęciliśmy temu, ani chwili uwagi.” – pozwolę powtórzyć sobie za Andrea Gasparino. Wstaliśmy i przeszliśmy jak gdyby nigdy nic do swoich codziennych obowiązków. Spowszedniało nam to wszystko; nawet tak wielki dar jakim jest nowy dzień. Zapomnieliśmy o dziękczynieniu. A tak wiele jest łask, za które wypadałoby dziękować Stwórcy.



Spotyka mnie wiele dobra! Tak, to nadal piszę ja, ta sama Monika, która ciągle narzeka, że wszystko się sypie, świat się wali, i nie wiadomo co dalej… Dużo dobra. Za mną weekend. W piątek wybrałam się na zakupy, całkiem udane. Miałam kupić buty, ale nie kupiłam butów, za to kupiłam trochę innych rzeczy. Za butami wciąż się rozglądam …może jutro kupię :p Później było św. Franciszka z Asyżu, Msza Święta – dla dzieci :) Oj, brakowało mi tego Poczekajkowego klimatu ;] W sobotę równie przyjemnie: kocyk, książeczka, herbatka. A w niedziele Msza Święta –znowu dla dzieci ;P A po niej bardzo sympatyczne spotkanie z przyjacielem –bratem zakonnym. Duuużo rozmowy, to charakterystyczne dla tego brata :) Wieczorem jeszcze jakże miły telefon od znajomego księdza poznanego na pielgrzymce. Jakoś tak dużo dobra wniósł w to moje tegoroczne pielgrzymowanie swoją obecnością.  Bardzo lubię takie intuicyjne znajomości. Zaczęłam tydzień dobrze. Już jutro środa! Jak ten czas szybciutko ucieka.
Szkoła, uczelnia, praca, obowiązki codzienne i przyjemności przysłaniają nam życie duchowe, życie w świadomości nieustającej obecności Boga. On Jest. A my? Biegamy niby to wokół Niego, może nawet codziennie się modlimy, ale… troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę  -wybrała zasłuchanie w Słowo Boże. Tego nam bardzo potrzeba. Mam świadomość, że tego mi dzisiaj bardzo potrzeba- większego zasłuchania w Słowo Boże. Dlatego staram się codziennie uczestniczyć w Mszy Świętej, a jeśli nie mogę (choć tak naprawdę mogę prawie zawsze, tylko czasem się skutecznie sama przed sobą usprawiedliwiam)to chociaż przemedytować w domu (czyt. stancja) Słowo na dany dzień. To bardzo pomaga w normalnym życiu; wysłuchać Słowa i skonfrontować je ze swoim życiem, z czasem i miejscem i sytuacją w jakiej się obecnie znajduję. Poza tym jest październik, więc chodzę z różańcem (choć staram się nie ograniczać odmawiania różańca do października, i nawet…nieźle mi to wychodzi ;)) i polecam Wam modlitwę różańcową. To jest ogromna siła. Co raz to dowiaduję się ile ta modlitwa zdziałała –cuda po prostu, cuda. Zresztą mogę chyba śmiało powiedzieć, że w moim życiu ta modlitwa też pomogła poukładać wiele spraw i myślę, że gdyby nie swego czasu modlitwa różańcowa całą rodziną (dziś już nie ma o tym mowy), to by tak to wszystko dobrze się nie poukładało, to nie bylibyśmy tak silni. Ja to dostrzegam. Ufam, że cała moja rodzina jeśli jeszcze teraz uważa, że to swoją pracą, swoją siłą i mocą dała radę, to że z czasem zobaczy, że po ludzku niemożliwe byłoby aby tak wszystko się potoczyło, to Boże działanie i Jego potężna moc i łaskawość. Polecam Wam, módlcie się różańcem, a nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie będziecie widzieć jakiś zmian, jakiś owoców, to ta modlitwa nie jest bezskuteczna, być może ratujecie właśnie życie wieczne jakiejś osobie (bo np. dzięki Waszej modlitwie poszła do spowiedzi). Maryja wie, komu co potrzeba :)
Zaczął się rok akademicki, zaczęły się też dni skupienia w różnych zgromadzeniach zakonnych. Może warto gdzieś, coś? Taki cykl comiesięcznych dni skupienia to pewnego rodzaju ‘formacja’ :)
W każdym razie –ja się wybieram.
Proszę Was też o modlitwę, abym wreszcie się przełamała i wróciła w ramiona kochającego Ojca, czekającego na mój powrót (przez spowiedź).

pax! ;]

03 października

Błogosławieni, którzy się smucą...

Błogosławieni, którzy się smucą...
Pierwsze dni nowego roku akademickiego za mną. Pierwsze dni na nowej stancji za mną. Pierwsze dni z nowymi współlokatorkami – za mną. Dzięki dobroci znajomego (który zresztą jako jeden z nielicznych komentuje od czasu do czasu moje wpisy na blogu przez co czuję się jakoś tam ‘poczytna; :p ) mam Internet na kilka dni. Na uczelni dobrze. Kolejne przedmioty, kolejni nauczyciele akademiccy, dużo czasu z Mileną (moją najbliższą uczelnianą koleżanką), trochę:p czasu w bibliotece, xerówki – to wszystko jest tak jak było dotychczas.  Jest dobrze. Pokój na stancji urządzony. Jeszcze trochę czuję się nieswojo (mam problemy z zaaklimatyzowaniem się na nowym), ale sporo moich rupieci potrzebnych czy nie zawalających miejsce w pokoju sprawia, że choć trochę bardziej czuję, że jest on mój. Całe mieszkanie w porządku. Nie ma mikrofalówki, ale jest piekarnik …do którego jeszcze nie bardzo wiem, z której strony się zabrać, po prostu – nie wiem jak go obsługiwać, za dużo guziczków :) Nasłuchuję. Czego? Dźwięków wszelakich. Każde mieszkanie czy dom ma swoje specyficzne dźwięki – skrzypienia podłóg, przelewającej się wody, załączających się urządzeń, oj …różne. Nasłuchuję i oswajam się z nimi, aby nie wydawały mi się dziwne, ale naturalne. Współlokatorki …cóż powiedzieć …jeszcze ich chyba nie znam na tyle by móc dużo powiedzieć, ale …lubią wychodzić. Szczególnie jedna żyje z melanżu na melanż, a studiuje na 5 roku. Dopóki wychodzą jest dobrze. Oby nie było imprezowania w mieszkaniu. Zapraszanie gości do swojego pokoju – spoko (pod warunkiem że nie codziennie!). Ale więcej – nie zaakceptuję. Po prostu NIE.

Sąsiad/ka z góry słucha Radia Maryja, przy okazji słucha kilka mieszkań razem z nią.

Nadal choruję. Coś nie mogę wyzdrowieć. Przedłuża mi się to chorowanie, a to bardzo nieprzyjemne, utrudnia życie. Staram się więc ubierać ciepło i nie wychodzić nadto co konieczne. Nie byłam więc jeszcze na Poczekajce, Frassatiego też jeszcze nie odwiedziłam. Jutro św. Franciszka z Asyżu, a więc można by rzec: Poczekajka party, czyli nic innego jak odpust ;) Wybieram się!

Wybieram się też na wielkie zakupy do galerii! Nie wiem ile wydam pieniędzy, ale na samą myśl o zakupach już czuję, że mam ich za mało, a przecież ….apetyt rośnie w miarę jedzenia ;P


Błogosławieni, którzy się smucą...
Ciągle smutno… Smutek pochodzi od Złego. Trzeba by zacząć od dobrej spowiedzi, WIEM, że pomogłaby. Ale trudno się zebrać. Zbiorę się. Spokojnie. Ale …na razie jakoś mi ciężko. Tak jakoś się dzieje, że Pan Bóg daje mi doświadczyć samotności a jednocześnie tego, jak bardzo jest mi potrzebny, że jest konieczny dla mojego szczęścia. Jan Paweł II powiedział (w czerwcu 1979 r., w Warszawie), że serce człowiecze może napełnić tylko Duch Święty. To jest prawda. Jeśli w sercu zagości Duch Boży; Duch Święty; Pocieszyciel, to takie serce rozraduje się i przełamana zostanie samotność. Trzeba dać Mu się wprowadzić do tego serca. Wymeldować wszystko inne; wszystko co niezgodne z Bożą Wolą. Tak sobie też myślę, że brak radości powoduje brak spotkań z ludźmi, którzy oddychają Bogiem (że tak sobie pozwolę to nazwać wzniośle). Brakuje mi tu takich osób… Mam nadzieje, że z czasem będzie ich więcej. Modlę się o nich i za nich – nieznajomych, a może znajomych, którzy będą towarzyszyć mojej samotności :) Takie bycie obok jest źródłem największej radości – małżeństwo, przyjaźń, czy kierownictwo duchowe opiera się na towarzyszeniu samotności drugiej osoby. Tę samotność – jak już pisałam –może wypełnić tylko Bóg. Mam  kilka spotkań w planach na które czekam.


I mam jeszcze taką refleksję, że chyba się zmieniam...na lepsze ;p Naprawiam swój błąd zmieniania ludzi aby dopasować ich pod moje oczekiwania i wyobrażenie. To miła zmiana. Dopiero taki zalążek właściwie tej zmiany... ale powolutku chyba idzie to do przodu, jestem coraz bliższa takiej wolności w relacjach (nie mylić z wolnymi związkami, to nie o to chodzi zupełnie :p ).

Matkę Teresę z Kalkuty - dzisiaj świętą - zapytał kiedyś dziennikarz: Czy Matka zgadza się z potrzebą reform w Kościele? - Ależ tak! Od czego zatem najlepiej zacząć taką reformę? Matka Teresa wtedy odpowiedziała: - Od siebie. Kiedy ja zacznę od siebie i pan zacznie od siebie, to Kościół będzie lepszy i więcej dobra będzie w świecie.

Tobie Drogi Czytelniku - i najpierw sobie samej -  proponuję to samo.
I nie zapominajcie o Chrystusowym nakazie, z dzisiejszej Ewangelii: "idźcie oto posyłam was jak owce między wilki"


pax! ;]
Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger