18 grudnia

bezpośrednio

bezpośrednio
Patrząc za okno można by mieć wątpliwości co do tego, czy faktycznie jest dzisiaj 17 dzień grudnia. Nie ma mowy o zimowej aurze. Mój sobotni dzień rozpoczął się od wychwalenia Stwórcy w modlitwie za to że dał dzień, w którym bardziej niż dnia poprzedniego chce mi się żyć. Może właśnie ta chęć (za)istnienia sprawiła, że nastąpił come back- i znowu piszę. Wciąż trwa adwent, Wasz i mój (może w ogóle nie odczuwalny, a może potrząsający nami i naszym życiem). Minęło już 'trochę' tego danego nam czasu: nie wybitnie pokutnego (jak się niektórym wydaje), przeciwnie- bardzo radosnego. Ale to często tylko założenie: ma być radośnie, a jest... no właśnie, jak jest? I czy jeśli jest inaczej, to znaczy że adwent jest 'zmarnowany'?
Moje tegoroczne oczekiwanie 'jest' i to już dla mnie powód do dumy. Cieszę się, że nie śpię w tym czasie, ale faktycznie - czuwam.  Daje mi radość myśl, że moja czujność nie jest głupia; pusta. W tym czekaniu jest przystanek, aby dostrzec te mijające chwile, w których Przychodzący Mesjasz już rozweselił mnie Sobą. Przystanek: Słowo Boże. Codzienny przystanek. Uczę się, że wierność musi się opierać na zaufaniu i miłości, a kiedy tego brakuje, to proszę o te łaski. Po co? Aby stać się lepszym człowiekiem; aby nieustannie się nawracać. Kiedy w tych 'czytaniach', co dzień przekonuję się o totalnej miłości Jego do mnie, to wiem że warto jest żyć, choć z tym moim życiem kompletnie sobie nie radzę, wiem że warto się starać radzić sobie z wszystkim co mnie przerasta, bo TO życie się skończy i stanę twarzą w twarz z Jezusem, od którego każdego dnia próbowałam się uczyć, którego krzyżem pragnęłam się chlubić i że z tych swoich starań będę rozliczona. To ciekawe, że właśnie spełniło się to co 'narzucone'- ten pierwszy etap Adwentu upłynął mi nad rozmyślaniem o Przyjściu Pana, tym ostatecznym - na końcu czasów. Jezus jest cierpliwy wobec mnie i daje mi poznać jaki jest Bóg; mi- której zawsze się wydaje, że 'wie lepiej'.
Od dzisiaj zaczyna się bezpośrednie przygotowanie do Jego Narodzin. Wołamy: 'Przyjdź, Panie Jezu'. Rutynowo, bo trzeba, bo wszyscy tak robią, bo to tradycja, z chłodnej kalkulacji, a może...z potrzeby serca, ze szczerością. Św.Augustyn przypomina, że mamy odnaleźć się jako autorzy słów: "Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak moja dusza pragnie Ciebie, Boże!", jednocześnie mówi o tym, że my- nie jako konkretny, jeden człowiek, ale że jest tu mowa o jednym ciele, którym jest Ciało Chrystusa, czyli Kościół. (św. Augustyn, Objaśnienie Psalmów) Mam świadomość, że niecały, a nawet- pewna mniejszość Kościoła nosi w sobie takie pragnienie i że moją misją jest głoszenie Słowa tym, którzy jeszcze nie zapragnęli Boga. Może się okazać, że jestem jedyną Ewangelią z jaką się spotkają. Mistrz Eckhart napisał: "Najmniejsza mucha w Bogu jest większa niż najpotężniejszy z aniołów", czyli mam pamiętać o pokorze, być najmniejeszą.
Na najbliższe dni życzę Ci: rozumu, rady, męstwa, umiejętności....
Pax

20 sierpnia

"Ja Jestem z wami"- nie ma co nie ufać ;]

"Ja Jestem z wami"- nie ma co nie ufać ;]

Po raz trzeci zabieram się do pisania tej notatki i mam nadzieję, że tym razem zostanie ona szczęśliwie doprowadzona do końca Moja dość długa nieobecność na blogu spowodowana była brakiem dostępu do Internetu. 1 sierpnia wyruszyłam na pielgrzymi szlak z Pieszą Pielgrzymką Podlaską na Jasną Górę. Była to moja piąta pielgrzymka, ale inna od poprzednich, gdyż w innej grupie- brązowej (prowadzonej przez Braci Mniejszych Kapucynów). Szliśmy 13 pełnych dni, i dotarliśmy do miejscowości oddalonej 8km od Częstochowy, by tam zatrzymać się na nocleg, a z samego rana, 14 tego sierpnia wkroczyć na Jasną Górę- do naszej Najlepszej Matki.
Droga była długa i wiele w tym czasie się wydarzyło. Trudno ogarnąć mi cały ten czas słowami, pewnie wiele pominę w swoim opowiadaniu, które chciałabym, by stało się świadectwem.
Na początku chcę zaznaczyć, że nie wyobrażam sobie żeby człowiek, który został obdarzony od Boga dobrym zdrowiem, nie poszedł choć raz na Jasną Górę pieszo, bo mu się nie podobało (idea pielgrzymowania), bądź nie chciało. Nie wiem, jak bym mogła stanąć twarzą w twarz z Nim, bez tych pielgrzymek. Wyruszając, w grupie znałam jedynie koleżankę, z którą wyszłam na szlak i przewodnika grupy, z którym rozmawiałam jednak wcześniej tylko raz. Już w pierwszych dniach okazało się, że jestem jeszcze bardziej samotna w tej grupie, niż wydawało się na początku (dlaczego-o tym opowiadać nie będę). Zostałam poniekąd sam na sam z Bogiem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to na pewno piękne doświadczenie- takie spotkanie: wzniosłe i głebokie przeżycie. Otóż- gdy człowiek najmniej się spodziewa- wtedy napotyka najwięcej zasadzek złego ducha. W tym spotkaniu z Bogiem przez kilka dni było wiele żalu i złości, które wyładowałam na sobie samej - to brak miłości ! (a jeśli siebie nie miłuję, czyż jestem w stanie pokochać kogokolwiek...) Bóg ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro. Przyglądając się swojemu zachowaniu i nieumiejętności spotykania się z Bogiem, odkryłam pewną prawdę o sobie- pierwsze przykazanie ( Kojarzymy myślę fragment: "Jezus został zapytany: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?. Odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga twego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy") zostało w moim życiu przestawione na dalszą pozycję. Starałam się przestrzegać wszystkich przykazań Bożych i pracować nad swoimi słabościami, ale to jedno- najważniejsze- całkowicie 'odstawiłam'. W tym czasie- tego pozostania z Bogiem poznawałam siebie, bo tylko poznając siebie można siebie pokochać. Chyba większość z nas nie lubi długo trwać w milczeniu, przebywać w samotności, czuć się osamotnionym. Uwierzcie- a doświadczać tego w tłumie ludzi- pielgrzymów, jest jeszcze bardziej bolesne (i daj Boże- owocne!). Na jednym z postoi, gdy siedziałam sama spojrzałam na samochód służb pielgrzymkowych, na którym był plakat naszej pielgrzymki, a na nim tegoroczne hasło: "Ja Jestem w wami", i stwierdziłam: nie ma co nie ufać ! Po chwili podszedł do mnie brat z mojej grupy i cały postój rozmawialiśmy. Przez całą pielgrzymkę towarzyszyły mi właśnie takie rozmowy- niby z przypadku, ale przecież...przypadków nie ma. Jest wola Boża. Poznawanie ludzi jest fascynujące, ale jeszcze bardziej działanie Boga przez ludzi- bardzo różnych. Ważne było dla mnie dostrzeżenie mojego trądu- w Księdze Kapłańskiej jest napisane po czym poznać trędowatego. M.in. po rozerwanych szatach, które właśnie są oznaką mojego trądu. Rozerwane szaty, czyli stan wewnętrznego rozdwojenia, rozdarcia, sprzecznych pragnień. To we mnie jest i dobrze, że Pan dał mi to odkryć, abym mogła coś z tym zrobić... Wieczory chyba były najtrudniejsze- ból i zmęczenie po całym dniu mocno wtedy dawały o sobie znać. Modlitwa Apelem Jasnogórskim dawała troszkę takiego duchowego wytchnienia. Noc była potrzebna ciału, a rano...to, co dawało największą radość i moc- Uczta u Pana. W pewnym sensie odkrycie na nowo Eucharystii, jako daru od Boga. Pozostawił nam Siebie, byśmy mogli się pokrzepiać. Pielgrzymka to naprawdę skarby łaski. Dobrze wykorzystując ten czas możemy autentycznie doznać wielkich uzdrowień. Ta droga do Matki była dla mnie jednymi z najgłębszych rekolekcji, jakie przeżyłam (a trochę ich było...). Na końcu drogi- czekająca Matka, wytęsknione spotkanie. Ofiarowanie całego trudu pielgrzymiego, oddanie intencji niesionych w sercu, i dziękczynienie- za łaskawość Jej Syna. Bóg jest naprawdę hojny dając mi to wszystko. Zdaję sobie sprawę, że to bardzo chaotycznie opisane wspomnienia i że cięzko może się czytać. Mam nadzieję, że w tych wszystkich słowach jest Pan, tak jak był ze mną na trasie...
Bogu Najlepszemu niech będą dzięki

10 lipca

użyźnij siebie

użyźnij siebie

Jest pewna taka prawidłowość- czym dalej od Boga, tym trudniej mówić o Nim. Wiedziałam o tym wcześniej, ale teraz przekonuję się na sobie. Wiem, że to chwilowe zagubienie, które zakończy się z najbliższym powrotem - z najbliższym uklęknięciem do kratek konfesjonału i spotkaniem z Jezusem Miłosiernym (które będzie jak najszybciej sie da!smiley) Rzadko, ale czasem zdarza mi się przeglądać blogi, na których są komentarze do Ewangelii. Wydają mi się takie dobre, tak bardzo prawdziwe, że poddaję się bez pisania swoich przemyśleń. Tak daleko moim wypocinom do trafienia w sedno sprawy, ale... wiem, że jeśli nie podejmę próby napisania, to przejdę obojętnie obok Słowa Bożego, a przecież- trzeba je spróbować, pogryźć i... przełknąćwink I jak mówi Dezyderata: Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.
Wczorajsze pierwsze czytanie to tylko jedno zdanie. Kiedy ktoś na moje długie wiadomości (smsy, mejle), odpisuje bardzo krótko, nabieram przekonania, że nie jestem szanowana. Tłumaczę sobię, że na pewno ten człowiek mnie nie lubi, że nie ma czasu dla mnie, a moje sprawy są mu obojętne. A przecież w tym krótkim przekazie bardzo często jest wszystko co na daną chwilę było mi potrzebne. I tak jak w ostatnich dniach, moja rozmowa z Bogiem trwa godzinami, a... właściwie mój monolog, bo Bóg (zdaje mi się) jakby milczał- mam zapewnienie: słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne. Zatem to, że teraz nie słyszę Jego odpowiedzi nie znaczy, że jej nie będzie. Będzie! (wierzę w to, bo wierzę Jemu)cool Z przypowieścią o siewcy spotkałam się po raz pierwszy w szkole podstawowej. Była ona poplątaną opowiastką, która o ile może mało zrozumiała, o tyle tajemnicza wzbudzała chęć poznania i zadawania pytań (tak mi zostało chyba...na wieki wiekówlaugh) Możemy utożsamiać się z różnym podłożem, na które padło Słowo Pana. Ale mnie co innego tym razem uderzyło. Jak bardzo czytania ze sobą dialogują. Tak- czytania z konkretnego dnia ze sobą współbrzmią i to jak doskonale! Są całością. W Ewangelii mam dalszą część tego co pisał Izajasz: słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie, wielu takich było. Jezus jednak pragnie byśmy nie tyle słuchali co USŁUCHALI (czyli nie inaczej jak usłyszeli, czyli także zrozumielismiley). Jeszcze taka myśl- coby użyźniać siebie (modlitwą, pracą, uczciwością, sumiennością, dobrocią, pokorą, miłością), a wtedy staniemy się żyzną glebą, a tylko na żyznej ziemi ziarno wyda plony.

Rekolekcje, które przeżyłam w minionym tygodniu były owocnym czasem, z którego jednak więcej do wnętrza, niż na klawiaturę. Niech (przynajmniej na razie) tak zostanie. W najbliższą sobotę uroczystość (?)- mój Brat się żeni cheeky Niech Im się szczęści i Bóg błogosławi! Dobrze, że proboszcz dał im obraz przedstawiający nasz kościół parafialny, może nie zapomną jak wygląda, i jaka do niego droga...a przecież niedaleka...

02 lipca

po co Sercu uroczystość?

po co Sercu uroczystość?

Cały wczorajszy dzień był udręką - zastanawiałam się: po co świętować tą całą wielką uroczystość- tak bardzo ważną (takie mam przeświadczenie, niedające spokoju). Czy takie rozkładanie na części Pana Jezusa jest potrzebne i komu? Odpowiedź znajduję na bliskiej mi witrynie (ze względu na patriotyzm lokalny: www.diecezja.siedlce.pl), gdzie w zebranej z różnych źródeł notatce czytamy: „ustanowiona po objawieniu się Chrystusa św. Małgorzacie Marii Alacoque w latach 1673-1675, który zażądał ustanowienia święta ku czci Jego Serca oraz odprawiania specjalnego nabożeństwa”.
Po co Jezusowi uroczystość i nabożeństwo? Dobre pytanie…
Kontakt z Bogiem, zaczyna się od przyjaźni. Dopóki się z Nim nie zaprzyjaźnimy, będziemy męczyć się modlitwą, sakramenty będą kolejnymi obowiązkami do odhaczenia, a nasza relacja z Bogiem będzie niczym wirtualny spacer po Rzymie, może i nienajgorzej przygotowany, ale niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, brak uniesień i wyższych doznań jakie można przeżyć zwiedzając wieczne miasto, przemierzając je naprawdę, brak spotkań z ludźmi; Włochami, ale i niezliczoną ilością pielgrzymów itd. Taka relacja będzie nieco ‘oszukana’. To o czym w swoich słowach; rozmowach czy notatkach wspominam- trzeba nam pójść naprzód. Podróż realna będzie nas sporo kosztowała, ale…warto. Dopóki nie wyruszymy w podróż, nie przekonamy się o tym. Ta podróż też może zniechęcać- będzie męcząca, trudna, długa, może zawiedzie ‘środek lokomocji’, a może ‘kierowca’, ale…ważna jest OSOBA i CEL, ze względu na jaki się wybieram. To czczenie Serca Pana Jezusa służy nam samym. Jezus polecił uczcić swoje Serce, i dał nam w związku z tym obietnice:
•    Dam im łaski, potrzebne w ich stanie.
•    Ustalę pokój w ich rodzinach. Będę ich pocieszał w utrapieniach.
•    Będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
•    Będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach.
•    Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia.
•    Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
•    Dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości.
•    Będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony.
•    Osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu moim.
•    Dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych.
•    W nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość moja udzieli łaskę pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce, ani bez Sakramentów świętych, a Serce moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia.
I dla mnie jest oczywistością, że jest to dane nam. I nie wiem, czy będę kiedykolwiek w stanie wytłumaczyć: jaki interes On w tym miał. Szczerze powiem, że moja wiara podpowiada mi, że żaden, bo Bóg kocha miłością bezinteresowną, tak czuje moje serce, które przed siedmioma laty czuło się zdradzone, oszukane, odrzucone, opuszczone, wręcz- zniszczone przez właśnie Tego, któremu teraz ufa, bo widzi wyprowadzenie dobra z sytuacji po ludzku przegranej. Jedyną odpowiedzią jaką mam na pytanie postawione w dzisiejszym wpisie, to taka, że jest to z MIŁOŚCI. Jezus potrzebuje ludzi, aby ich ukochać.
Sam mówi w dniu, kiedy czczone jest Jego Boskie Serce: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Nadziwić się nie mogę, jakiego mam Mistrza. Zaprasza do siebie, żeby przyjść i wyrzucić z siebie to co nas męczy, co jest jakimś strapieniem, cierpieniem, żeby wykrzyczeń wszystkie krzywdy i żale, a On doda siły; da krzepę!
Nie pytam: co my z tym wszystkim zrobimy… Pytam: co ja zrobię z niepojętą Jego Miłością do mnie? Dzisiaj kiedy jest jedna z tych chwil- „gdy się nie śmie badać swej własnej duszy, bo się człowiek lęknie”- jak pisał Tetmajer chciałabym odpowiedzieć dosyć dyplomatycznie: poczekam na dalszy rozwój wydarzeń. Ale moje przekonania podpowiadają inaczej i wiem, że trzeba się zmagać, ażeby wygrać. Co wygrać? Życie wieczne!
Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, byś spośród wszystkich narodów, które są na powierzchni ziemi, był ludem będącym Jego szczególną własnością.
I jeszcze jedna myśl na koniec:
... nie było i nigdy nie będzie na  świecie serca,
które nas kocha bardziej
niż Najświętsze Serce naszego Pana Jezusa.
ks. Franciszek Maria di Francia
Założyciel Sióstr Kapucynek NSJ

06 czerwca

sumienie jest (jeszcze) żywe

sumienie jest (jeszcze) żywe
Zaniedbywanie obowiązków jest liche, a tak często wybierane. Zdaję sobie jednak sprawę z grzechu, ze słabości – co znaczy, że moje sumienie jest żywe. Widzę problem- chcę go rozwiązać, znaleźć wyjście. ‘Ładnie’ ten problem pasuje do tekstu gdzie Bóg wyraźnie mówi: ‘kładę dziś przed wami błogosławieństwo i przekleństwo’. Bóg każdego kolejnego dnia kładzie przed nami jedno i drugie i mówi: wybieraj! I my już od rana nawet w drobnych decyzjach wybieramy. Ten kto wybiera przekleństwo, współpracuje ze Złym. A trzeba nam całkowicie odrzucić zło. Wybieram często ‘mniejsze zło’, które przecież- ściśle mówiąc- nie istnieje. Nie jest w porządku usprawiedliwianie niewłaściwych postaw przebłyskami dobroci, tłumaczeniem, że dane zło czyni się dla jakiegoś pożytku- większego dobra. Tak jak nie istnieje ‘mniejsze zło’, tak samo nie istnieje ‘większe dobro’. Zło jest złem, a dobro- dobrem.
Myśl jaka teraz się nasuwa- zawiły tekst odbiegający od naszej codzienności, ‘bo to trudne’. Powiem więcej- bardzo trudne. Szczególnie, kiedy nasza droga do Boga nie jest klarowna. Ale mamy Pana, do którego-tak jak psalmista- możemy się zwracać: ‘Panie, do Ciebie się uciekam’.
Prorok Daniel nie bez przyczyny nazwany jest ‘szukającym’. Ma wielkie marzenia, pragnienia, które – spełniają się. Wydawać by się mogło, że jego życie jest zatem lekkie i przyjemne (ma wszystko czego potrzebuje). Jest jednak trochę inaczej, bo on też musiał podejmować niełatwe decyzje, by pozostać wiernym Bogu. I my tej wierności dochowajmy i przyznawajmy się do Jezusa.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj ponownie wybrałam to co marne. Wyrzuty już się pojawiły i zdaje się, że towarzyszyć mi będą jeszcze przez jakiś  czas. Jezus mówi w Słowie, które dane jest na dzisiejszy dzień, że ja też świadczę o Nim. Nasuwa mi się pytanie: jak świadczę, skoro wybieram brak wierności, który widzą ci, którym potrzebne jest świadectwo o Nim? I odpowiedź prosta: byle jak świadczę. Dobrze, że usłyszałam dziś TO Słowo.

29 maja

nieudolne wybory

nieudolne wybory
Są racje ku temu, by twierdzić że Bóg jest Szaleńcem, skoro dał nam wolną wolę i takie możliwości. Jeśli można czynić to co wygodne i przyjemne, to dlaczego by niby robić z siebie cierpiętnika? Niedorzeczność. A jednak...nie dla wszystkich. Bóg dał nam przykazania. Ktoś powie: nikogo nie zabiłem, nie okradłem banku, a nawet sklepu spożywczego- nie mam grzechów. A zdarzyło się nie dbać o zdrowie, nie opowiedzieć się na NIE dla aborcji, nie mieć oryginalnego oprogramowania komputerowego? Stając w prawdzie przed Bogiem i samym sobą dostrzeżemy, że nie ma w tym wierności Bogu; te czyny są grzechem. A przecież "dochować wierności jest Jego upodobaniem". Lubimy się usprawiedliwiać, i z tych słabości też wyjdziemy obronną ręką przed ludźmi, którzy czynią podobnie. Ale dla katolików ważne powinno być zdanie Jezusa. Co Mistrz by powiedział? Pytanie o radykalizm, który On nam przyniósł. "Przyszedłem rzucić ogień na ziemię"- mówi, nie kto inny jak Książe Pokoju, Odkupiciel. Ale zawsze dodaje: "Nie lękajcie się", "Ja jestem z wami". Kiedy patrzę na swoje wybory, z czasem już mające coraz to większe znaczenie pytam Boga... o normalność. Gdzie w wyborze zła (bądź działania, które w konsekwencji okaże się złem) jest rozsądek? Nie ma. I wtedy zaczynam rozumieć Chrystusowe odetnij sobie rękę i wydłub oko, skoro jest przyczyną głupoty. Ta ręka czy to oko nie mają tylko być, mają prowadzić do MIŁOŚCI- do Boga i drugiego człowieka. Przecież, jeśli czynisz Dobro trwasz w miłości, a "kto trwa w miłości trwa w Bogu" jak napisał św. Jan Apostoł. Bóg dał nam wolną rękę i mówi: "jeżeli zechcesz", bo nas KOCHA.
Być człowiekiem, który wie o co w życiu mu chodzi. Masz pracę- stajesz na głowie, by być najlepszym i dostać awans. Jesteś katolikiem- masz stanąć na głowie, by nie oddać się w niewolę swoim pragnieniom, a osiągnąć życie wieczne. Trwać w łasce, a jeśli tę łaskę utracimy- wracać do Pana, pamiętając że nie poczuje się miłosierdzia, gdy nie czuje się upokorzenia. Nawracać się samemu i nie przeszkadzać Bogu, a dopiero dalej- w pokorze- pomagać Mu w nawracaniu innych. Sami nic nie zrobimy. Pokaż, że z Bogiem możesz pokonywać siebie samego! (uła, jak to pompatycznie zabrzmiało;))
"Ducha nie gaście" ! :-)

20 maja

demony południa

demony południa

Każdy ma swoje wzloty i upadki. Choć jeszcze niedawno myślałam, że na upadki mam monopol, okazało się, że wcale nie. Rzeczywiście, są ludzie, których walka ze Złym jest dużo bardziej uciążliwa i skomplikowana niż moja. Skłaniam się raczej, ku temu, aby tu przedstawić swoje doświadczenia. Nie po to, by użalać się i opowiadać, jak to jest mi ciężko, raczej dlatego, że trudno opowiadać mi o doświadczeniach innych osób. Moja walka nie jest łatwa, szczególnie ze względu na mój wiek, bowiem „może nie ta dziecięca wiara ani wiara starego człowieka, ale ta pośrodku jest najważniejsza, kiedy pojawiają się, jak w psalmie, `demony południa`” (Ks. Jan Twardowski)
O co chodzi z tymi demonami?
Chodzi o to, że możemy stać się ich łupem, ale wcale… nie musimy ! Co znaczy: „stać się ich łupem”? Przede wszystkim to, że będą chciały odebrać nam siłę ducha i Radość (czyli odłączyć nas od Boga i wprowadzić w stan apatii). Nasze doświadczenia i wydarzenia, które obserwujemy skłaniają nas do refleksji i coraz częstszego pytania: po co? dlaczego? jaki to wszystko ma Sens?  Pojawiają się różnorakie wątpliwości: a jeśli Go w ogóle nie ma, to znaczy że co, że pustka? Dobrze, że się pojawiają, bo stają się one bodźcem do szukania odpowiedzi. Są nam potrzebne, bo inspirują nas do rozwoju. Gdyby naukowiec nie napotkał na trudności i nie stawiał sobie pytań, nie odkrył by nowej prawdy. Nasza wiara także potrzebuje rozwoju.  Z autopsji wiem, że kiedy wszystko mi się układa idealnie, kiedy jest spokojnie, ‘fajnie’, modlitwa daje radość, przychodzi mi do głowy pomysł, aby na tym poprzestać, aby się zatrzymać. Jestem zachwycona, i chcę pójść na łatwiznę jak uczniowie Jezusa, widzący Go jak przemienia się na Taborze i mówię razem z uczniami: „Panie, dobrze nam tu być” (por. Mt.17,4) A Jezus każe iść dalej, ku innej górze- ku miejscu zwanemu Miejscem Czaszki.  On wie co robi, choć mi to nie zawsze podoba się…
RING
Sama nie zwyciężę. Sam nie zwyciężysz. Nie potrafimy pokonać Szatana, jest zbyt mocny. Ale znam Kogoś, kto Go zwyciężył i wiecznie zwycięża! Musimy stać się ringiem walki- Jezusa z Szatanem, a wtedy Jezus zwycięży wszelkie zło, każdy grzech; lenistwo, gniew, smutek, nieczystość, zazdrość, zniechęcenie. Ale musimy się zgodzić, ba- notorycznie się zgadzać na pomoc Jezusa nam, choć to wymaga pokory i wysiłku- przyznać, że sama zwyciężyć nie potrafię, ale trzeba nam „potrudzić się za młodu” (jak mawia mój kierownik duchowy). Właśnie- osoba kierownika duchowego (hm, raczej dialog z nim)  jest ważnym elementem naszej walki. Do Boga nigdy nie idziemy sami, jesteśmy prowadzeni. Polecam poszukać sobie kapłana, który będzie kierownikiem i stałym spowiednikiem (to ze sobą mocno się wiąże). Osoba bardziej od nas doświadczona w życiu duchowym będzie pomocą w poukładaniu wszystkiego, co jest dla nas jakimś problemem. Ale nic ‘hop siu’i już. To wymaga systematyczności, czasu, wysiłku i nade wszystko modlitwy. A logika modlitwy, jest logiką pokory (Vincenzo Macchioda).  Właśnie w trudny czas, staraj się okazać większą miłość Bogu. Matka, która słyszy w nocy płacz dziecka- wstaje, nie dlatego, że lubi wyrwać się ze snu, w najlepszej jego godzinie i przespacerować po mieszkaniu, ani nie dlatego, że za tę zasługę otrzyma tytuł super mamy, ona wstaje, bo  k o c h a… Msza Święta, kiedy mam przed sobą do napisania pracę po francusku na temat:  ‘Komunikacyjne mechanizmy parafrazowania tekstu przy pomocy morfemów słowotwórczych’ (kiedy nie wiem czasem co to po polsku oznacza) jest dosyć trywialna, wtedy jak nigdy wierzysz, że nie tyle Bóg Ci pomoże napisać tę pracę, co Duch Święty atrament na kartkę rozleje i tym samym- napisze za Ciebie. Trudno jest nam się natomiast modlić, kiedy modlitwa wydaje się mówieniem w pustkę, kiedy nie towarzyszą jej przyjemne emocje- wtedy spotkanie z Bogiem wymaga wysiłku. W tym wysiłku natomiast jest Twoja miłość do Boga.
Trudno nam jest przyjąć Boga, który przychodzi do nas ukryty w sytuacji trudnej. W każdym doświadczeniu Bóg obdarowuje nas łaską, potrzebny jest nasz wysiłek i właśnie ta ŁASKA BOŻA.
Owoce przyjdą, i dla tych owoców warto !
Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger