28 listopada

nowe życie!

nowe życie!
...nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

Mniej więcej od hmmm... (chyba) trzech tygodni moje życie wygląda zupełnie inaczej, choć na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Zmienia się wnętrze... Bardzo radykalne odcięcie się od pewnych niszczących je spraw, relacji. Najczęściej takie decyzje wiążą się z sakramentem pokuty i gdybym miała sobie to wszystko zaplanować po swojemu, to właśnie tak by to wyglądało - konkretne postanowienia jako poprawa - warunek sakramentu pokuty. Jednak Jezus zaplanował to dla mnie inaczej. Najpierw postanowienia. Nawet była "próba", czy się nie złamię (i w zasadzie co drugi dzień mniejsze próby, ale są). Ze względu na Jezusa i Jego mocą znajduję w sobie siłę, by mówić: nie! czyli tym samym trwać w tym 'nowym życiu' (bez grzesznych przyjemności, ale dużo radośniejszym- po prostu szczęśliwszym!).


Powiem Wam, że sama patrząc na to co się dzieje, nie za bardzo w to wierzę. Przez wiele miesięcy (kilka lat) nie chciałam dopuścić do siebie myśli o całkowitym zerwaniu z pewnymi grzechami. Moje spowiedzi odbywały się bardziej na zasadzie: "jeśli by mi się udało przypadkiem, to tego grzechu nie popełnię" (ale bez żadnych konkretnych postanowień). Uświadomiłam sobie (no, oczywiście nie sama! Przede wszystkim z pomocą Ducha Świętego i... brata Bogusia oraz ogromnym wsparciem modlitewnym - które NAPRAWDĘ ODCZUWAM- kilku, może kilkunastu osób), że takie spowiedzi to okłamywanie siebie i wszystkich wokoło, szczególnie tych, którym chcę i wskazuję Chrystusa, jako Jedyny Sens, jako Mistrza i Pana. Chodzi tu przede wszystkim o taką prawdziwość, autentyczność, której oczekuję od wszystkich, więc i od siebie samej - najpierw muszę zacząć oczekiwać i postawić sobie takie wymaganie. Człowiek pragnie takiej przejrzystości. Pragnę takiej przejrzystości, która sprawi, że nie będzie niczego, co miałabym ukrywać przed światem. Taka przejrzystość w moim przekonaniu także buduje zaufanie - w relacji z Bogiem przede wszystkim, ale...właśnie z drugim człowiekiem, z moim bliźnim. Zaczynam mniej koncentrować się na sobie, mniej szukam swojej chwały, bardziej skupiając się na Bogu (dlaczego nikt wcześniej nie powiedział mi, że daje to taką wolność? Inaczej: dlaczego nie słyszałam tych, którzy tak właśnie mówili? :) ) Widzę także, że owocem takiego życia jest wdzięczność Panu, za wszystko co mnie spotyka -kiedyś byłby to żal, dlaczego to wszystko takie za słabe, za mało itp. - dziś wdzięczność, za to wszystko. Ona nie jest wymuszona. Jest szczera, wypływa z serca i dostrzegam w tym wszystkim, że Pan chce mi dać wszystko co najlepsze, wszystko czego pragnę (troskliwie wybierając to, co mi nie zaszkodzi).

Jestem po ludzku dumna z siebie, że udaje mi się trwać w tym co postanowiłam i wdzięczna Bogu, że dzięki Jego pomocy mogę czuć tę dumę i mogę być po prostu... szczęśliwa. Dziękuję także Bogu za ludzi, szczególnie za brata B.

Próbuję już któryś raz przystąpić do spowiedzi. Tak się ułożyło moje życie, że dla mnie normalna spowiedź, to spowiedź face to face, bez kratek i konfesjonału. Kiedy więc nie mam takiej możliwości, pojawia się pewien problem (także fizycznie, ale mniejsza o to). Próbuję bezskutecznie, ale wierzę, że jutro będzie ten dzień - odzyskania godności, czyli sakramentu pokuty.

Wczoraj wieczorem byłam na Mszy świętej z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie z posługą ks. Gabriele Nanni - egzorcysty z Rzymu (mega kazanie powiedział - albo tłumacz takie ładne wymyślił! ;)). Nie będę się tu rozwodzić na ten temat. Podsumuję to tak: najpiękniejsza Eucharystia dla mnie, to Eucharystia taka 'zwykła'. Za taką modlitwą o uzdrowienie uwolnienie jakoś...nie przepadam. Myślę, że na każdej Eucharystii, dzieją się cuda, po prostu mniej spektakularne.
Na tej Eucharystii był o.Marek (kapłan związany z Domem Rekolekcyjnym, o którym w: lubiane i polecane), któremu wiele zawdzięczam. Tylko się przywitaliśmy, ale to było dla mnie naprawdę bardzo piękna chwila. Nie widzieliśmy się dwa lata. Tutaj chwila spotkania i później wspólna modlitwa, wspólna Eucharystia. Kiedyś marudziłabym, że tak krótko, dziś - jestem wdzięczna Dawcy za każdy dar.

Bogu najlepszemu niech będą dzięki!

Pomódlcie się o odwagę i pokorę dla mnie na jutro (i zawsze)! Przyda się! :) (dzięki!)

pax! ;]


19 listopada

wejść na sykomorę

wejść na sykomorę
Korzystając z pięknego czasu jakim są godziny rektorskie postanowiłam coś niecoś napisać.
Z ostatniej chwili, to wiadomość o śmierci mamy ks. Jerzego Popiełuszki. Zawsze chciałam się z nią spotkać. Nie powiem, że mi smutno, że zmarła, albo że 'szkoda'. Wierzę bardzo mocno, że jest ona bardzo szczęśliwa, blisko swojego błogosławionego syna. To bardzo ważny czas, coś się jakby kończy, ale...nie ma co rozpaczać. Wydała na świat wielkiego świętego. Wieczny odpoczynek racz dać jej Panie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci na wieki. Jest dużo miejsc, które chciałabym odwiedzić, ale szczególnie jakoś bardzo chcę pojechać do Włocławka, przy tamie, tam gdzie zamordowano ks. Jerzego pomodlić się. Myślę, że mi się to uda.

Bardzo mocno odnajduję się w dzisiejszej Ewangelii. Jestem takim Zacheuszem. I nie chodzi o to, że jestem koniecznie zobaczyć Jezusa i jestem w stanie nawet "wejść na drzewo", aby spełnić swoje pragnienie. Jestem jedną z wielu osób Kościoła (tłumu), które mają w sobie takie właśnie pragnienie (taką przynajmniej mam nadzieję). Ale mój niski wzrost - niska samoocena, problemy z akceptacją siebie itp. nie pozwalają mi być razem z tym tłumem, obawiam się, że Jezus nie dostrzeże mnie (przecież takiej 'byle jakiej') wśród wielu lepszych ludzi. Dlatego wchodzę na sykomorę, czyli podejmuję bardzo wiele niepotrzebnych tak naprawdę działań, aby zostać zauważoną przez Niego. Jezus nie tylko mnie dostrzega, ale też mówi: dziś muszę się zatrzymać w twoim domu! I tak sobie myślę w kontekście różnych odwiedzin, co bym zrobiła, gdybym miała ugościć Jezusa Chrystusa- BOGA. W pierwszej kolejności, to na pewno bym się bardzo denerwowała, mam coś takiego, że jak mam się z kimś spotkać albo ktoś ma mnie odwiedzić, to od razu się bardzo denerwuję (w sensie stresuję, a nie: jestem zła :) ), następnie bym pobiegła do sklepu kupić wino i jakieś produkty, żeby przygotować obiado-kolację (jeśli o moje umiejętności kulinarne chodzi, to poprzestałabym na sałatce), a później bym się zamyśliła: w co się ubrać? Chciałabym Go dobrze przyjąć. Spojrzał na mnie, chcę mnie odwiedzić, zatrzymać się u mnie, mimo moich licznych grzechów, mimo tego że jestem zgorszeniem dla 'tłumu' (Kościoła). Kiedy jednak myślę sobie, co jeszcze powinnam zrobić, to chyba pierwsze co przychodzi mi do głowy (a próbuje to jakoś wybić z niej), to: spowiedź, czyli CZYSTE SERCE. To ono jest najważniejsze w spotkaniu z Jezusem.
bogata, bo akurat w tym pewnie trochę się różnimy, niskiego wzrostu też nie jestem. Ale podobnie jak on chcę
Wydaje mi się, że już niedługo może być taki moment, że ci którzy jakoś tam mnie poznali bliżej, znają ciemne strony mojego życia, a są właśnie tym 'tłumem' powiedzą: Do grzesznika poszedł w gościnę. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale ten dzień jest dniem przeze mnie mocno wyczekiwanym. Niezależnie od głosów, które będą, to będę się radowała spotkaniem z Jezusem, tym że On się zatrzyma w moim domu... 
I będę powtarzała, że Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło. 

Obym wytrwała w swoich postanowieniach, i obym nigdy nie straciła tej chęci zobaczenia Jezusa.

A Wam życzę tego samego - CHĘCI spotkania się z Jezusem, który jest naszym Zbawcą, Panem, Przyjacielem.


pax! ;]

17 listopada



16 listopada

Błogosławieni czystego serca...

Błogosławieni czystego serca...

Kiedy włączam radio słyszę po między kolejnymi utworami muzycznymi obok mniej lub bardziej (zwykle mniej) dowcipnych tekścików dziennikarzy reklamy komercyjne, które z „troską” o bezpieczny seks proponują środki antykoncepcyjne. Przeglądam strony internetowe i z trudem udaje mi się ominąć nagłówki: „gwiazdy uwielbiają nosić stringi”, „seksualna tendencja wśród młodych polek, chcą tylko jednego”, ”seks randka dla każdego”, „Gorąca noc w sypialni, porady” (oczywiście obowiązkowo z bogatą foto relacją, która pokazuje się tuż przy nagłówku, tak aby nawet ten kto nie chce czytać całego artykułu musiał spojrzeć na roznegliżowanych ludzi).  Loguję się na portal społecznościowy i widzę, że blisko 78 tysięcy osób lubi stronę „Żadnego ślubu przed seksem”, przy czym np. „Bardzo lubię seks po ślubie” ledwie ponad 1 tysiąc. Idąc ulicą mijam obściskujące się pary. A przy kasie w supermarkecie – prezerwatywy. Przesiąknięty erotyką świat – tak jest! Obojętnie czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy niekoniecznie chcemy tak to nazywać. To nie jest normalne. Zarabianie na słabościach ludzi, wykorzystywanie ich. Czemu ta notatka o czystości? Nie, nie będę się tu dzieliła swoimi doświadczeniami, bo to jest temat, który potrzebuje klimatu intymności. Ale piszę o czystości w ogóle…  Bo nie chcę pisać tylko o tym co łatwe, o sukcesach i radościach. Chcę poruszać te trudne kwestie. One są przez wielu katolików odrzucane. Dlaczego? Bo w czasie ich kolejnych spowiedzi notorycznie powtarzają się grzechy związane z szóstym i dziewiątym przykazaniem Bożym. Wydaje się im to nie do przeskoczenia, więc tłumaczą sobie, że w sumie to nie jest aż takie złe, że przecież to naturalne… Naturalne jest to, że nasze ciało pożąda, ale już nie jest naturalne, że ktoś wykorzystuje drugą osobę w celu zaspokojenia swoich pragnień. Tak jakoś się przyjęło, że jak mamy na coś ochotę, to po prostu to ‘musimy’ natychmiast dostać, bo inaczej tupniemy nóżką i obrazimy się na cały świat albo po prostu nie będziemy mieli dobrego nastroju. Większość ludzi w swoim życiu jakieś problemy z tą sferą będzie miała, jakieś grzechy się pojawią, więc temat jest jak najbardziej ważny i aktualny.
Moje dobro
Św. Faustyna (mega Typka! Polecam wszystkim Dzienniczek, który co prawda bardzo powoli czytam, przeżuwając każde słowo, ale jestem nim zachwycona, a właściwie –nią –Faustyną ! A jeszcze bardziej Nim –Jezusem w życiu tej świętej) zostawia środki (i nie są to środki antykoncepcyjne) dla zabezpieczenia cnoty czystości: pokora, duch modlitwy, przestrzeganie skromności, wierność regule, szczere Nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Powie ktoś – „no ale to zakonnica, ślub zakonny, wiadomka, ale my nie jesteśmy w zakonie”.  Nie jesteśmy w zakonie, ale jesteśmy w Kościele, a jeśli w Nim jesteśmy (chcemy być), to zgodnie z nauką Pisma Świętego (przykazaniami) i nauką Kościoła powinniśmy tych środków ‘używać’ w swoim życiu, w miejscu, w którym w tym życiu się znajdujemy –może to jest szkoła średnia, może studia, może praca, może jesteśmy jeszcze przed budowaniem związku, może w związku, może w małżeństwie, może w zakonie, czy kapłaństwie, a może… żyjemy obok przykazań: bawiąc się każdym kogo spotkamy, bo mamy na to ochotę, zdradzając tego, komu ślubowałem/am i Tego przed Kim ślub składałem/am. Nie jest wstydem upaść. Każdemu się to zdarza. Ale chwałą nie jest trwać w upadku, a powstawać za każdym razem, po każdym upadku i przede wszystkim –zanim upadek nastąpi ZMAGAĆ SIĘ o to co piękne, dobre i co czyni nas świętymi.
Dobro drugiego człowieka
Jeżeli zależy mi na życiu wiecznym mojego bliskiego/bliskiej to nie dopuszczę nigdy do sytuacji, gdzie z mojego powodu będzie on/ona w stanie grzechu ciężkiego. Trudne to, ale nie jest niemożliwe. Trudno mi uwierzyć w miłość tam, gdzie młodzi ‘sprawdzają się’ w łóżku przed ślubem. Trudno też uwierzyć mi, że jeśli ktoś nie szanuje siebie (tzw. „z każdym”), to będzie szanował swoją przyszłą czy przyszłego małżonkę/ka.  

W poniedziałek patronuje nam bł. Karolina Kózkówka.
Czy jest jakaś wartość w moim życiu, za którą byłabym w stanie oddać życie? 
Niech bł. Karolina wstawia się za nami wszystkimi, abyśmy żyli pięknie i kochali czystą miłością :)
Bł. Karolino – módl się za nami!



„Nic trudnego dla pokornego” :-) św. Faustyna Kowalska
pax! ;]

08 listopada

Bóg cudów!

Bóg cudów!
Wczoraj wieczorem podjęłam pewną decyzję. Decyzja była egoistyczna, zupełnie lekceważąca Boże przykazania. Poniekąd chciałam taką decyzję podjąć (jak każdy grzech- świadome, dobrowolne przekroczenie przykazań), z drugiej strony w moim sercu było mocne pragnienie, aby to jakoś odgórnie zwyczajnie "nie wypaliło". Sama nie byłam w stanie powiedzieć nie - tej sytuacji, ale modliłam się (zresztą w tej walce wspierana byłam) mocno dzisiaj od rana o to, żeby coś się stało, żeby jednak ten cały pomysł nie powiódł się, chociaż modliłam się bez nadziei, bo było już wszystko ustalone, dosłownie: wszystko, to co? Bóg udowodnił mi po raz kolejny, że jest BOGIEM CUDÓW :) Zadziałał tak, że cały plan legł w gruzach i jestem naprawdę szczęśliwa z tego powodu. Pan Bóg uratował mnie, moje życie, troszczy się o mnie, kocha mnie. Znowu to udowodnił, tak bardzo wyraźnie.

"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść"

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
albowiem uczynił cuda.
Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica
i święte ramię Jego.
Pan okazał swoje zbawienie,
na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
dla domu Izraela.
Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie i grajcie.

Pax! ;]
Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger