21 sierpnia

Voyage 2 - relacja

Trudno powiedzieć, żeby to była podróż, ale w pewnym sensie pewnie była... :)

Od 4 do 15 sierpnia byłam na trasie Pieszej Pielgrzymki Podlaskiej na Jasną Górę, która w tym roku wyruszyła pod hasłem "Jesteście światłem świata". Tym razem nie wędrowałam pieszo, a całą trasę przemierzyłam samochodem, ponieważ byłam w służbach pielgrzymkowych.Wydaje się, że jazda samochodem na pielgrzymce i posługiwanie w służbie (w moim przypadku służbie zaopatrzenia pielgrzymki) jest łatwizną, jest błahostką i właściwie to niczym wobec trudu jakiego doświadczają piesi pielgrzymi. Otóż - też tak myślałam, dopóki nie pojechałam w służbach. Oczywiście trud pieszego pielgrzymowania jest duży, ale czy większy niż pielgrzymowanie w służbach? Na pewno jest to inny trud.

Ale zacznijmy od początku... A początki jak to zwykle bywa - są trudne. Nie znałam nikogo, poza ks.
kierownikiem. A zawieranie nowych znajomości idzie mi dosyć opornie, ale już na początku Pan Bóg okazał mi swoją łaskawość i tak to poukładał, że spokojnie poznawałam kolejne osoby, z którymi dane mi było spędzić te dni.
Każdy dzień zaczynał się Mszą Świętą, zazwyczaj w kościele, czasem na łące (na potrzeby pielgrzymki zwanej polem namiotowym). Raz bardziej przytomnie, innym razem mniej uczestniczyłam w niej obok Sióstr i Braci, którzy za chwilę mieli wyruszyć w dalszą drogę... Msza kończyła się pielgrzymkowym hymnem. Po hymnie wymarsz poszczególnych grup. Ja wraz z Krzyśkiem i Michałem po wyjściu wszystkich grup ruszaliśmy samochodem na postój, i tam czekaliśmy (zwykle do pół godziny) na spragnionych i głodnych pielgrzymów, aby móc wyjść na przeciw ich potrzebom. I tak ustawiały się kolejki do zaopatrzenia pielgrzymkowego... Różni ludzie, dzieci i osoby w naprawdę zaawansowanym wieku. Milsi i...mniej mili. Jedni idący, żeby przeżyć przygodę, inni upatrujący jedyną nadzieję na wyzdrowienie (fizyczne bądź duchowe) w pielgrzymowaniu do Matki. Podejście było różne, wiele osób miło z nami rozmawiało (to już jak te kolejki się zmniejszyły, czyli pod koniec postoju), opowiadało o swoim życiu, o swoich doświadczeniach z przeszłości, czy też o obecnych na trasie pielgrzymki. Inni przyszli do zaopatrzenia żeby się troszkę wyżyć, było mniej miło, ale jako ta, która pięć razy była pieszo na Jasnej Górze, jestem w stanie zrozumieć zmęczenie i upał jaki był w tych dniach. I tak wyglądała moja służba - z postoju na postój, w ciągu dnia kilka razy dopełnianie towaru na samochód, czyli noszenie zgrzewek z napojami i innych takich ;) Po ostatnim postoju jechałam na nocleg, ale do momentu odpoczynku to jeszcze kilka godzin... Na miejscu noclegu zwykle też był załadunek, a gdy grupy doszły na swoje pola namiotowe - jeździliśmy po polach namiotowych, żeby pielgrzymi mogli zjeść kolację i ewentualnie mieć coś na śniadanie. O 21 duchowo łączyliśmy się z Jasną Górą przez śpiew Apelu Jasnogórskiego. Ok 23-24 zasypiałam (czasem z pająkami- wtedy było lepiej, czasem ze szczurami, wtedy było ciut gorzej, ale pielgrzym wszystko przyjmuje bez marudzenia) ;)

Pielgrzym pieszy idzie. Jest przypisany do konkretnej grupy. Ma swojego przewodnika - kapłana, ma w grupie kilkudziesięciu/kilkaset sióstr i braci. W grupie pielgrzymkowej jest ustalony rytm: na pierwszym etapie zwykle pacierz i godzinki, na kolejnych różaniec, koronka do MB, konferencja, to wszystko przeplatane śpiewem i rozmowami, a także rozmyślaniem. Jeśli pielgrzym czegoś potrzebuje zwraca się do konkretnej służby: medycznej, porządkowej, technicznej, kuchni, zaopatrzenia itd.
Z pielgrzymowaniem w służbie jest zupełnie inaczej. Oprócz wspólnej Eucharystii i Apelu, samemu trzeba, a w zasadzie - powinno się zadbać o to, aby była modlitwa, aby nie zatracić pokutnego charakteru pielgrzymki. W ciągu dnia bardzo brakowało na to czasu, kiedy czekało się na pielgrzymów, to też trzeba było coś zjeść samemu, złapać oddech, bo to był nasz 'postój' - kiedy pielgrzymi byli w drodze. Trudno było sobie wygospodarować czas na modlitwę, ale dało się. Ja zwykle po przyjeździe na nocleg szłam do kościoła i w zazwyczaj pustym kościele odmawiałam różaniec a później jeśli jeszcze był czas pozostawałam w modlitwie, już takiej swoimi słowami. Na postojach udawało mi się czasem złapać książeczkę z konferencjami pielgrzymkowymi, wtedy czytałam sobie konferencję na dany dzień i próbowałam ją jakoś trawić :) Na koniec dostałam tą książeczkę ;p

14 sierpnia z samego rana, przed godziną 6.oo weszłam na Jasną Górę, razem z grupą nr 1. Przed tron Jasnogórskiej Pani wprowadził nas bp pomocniczy diecezji siedleckiej Piotr Sawczuk. Pokłoniłam się Matce,w chwili ciszy oddałam jej sprawy swoje, swojej rodziny i tych którzy mnie o to prosili. o godzinie 9.oo była uroczysta Msza Święta na wałach dla pielgrzymek: podlaskiej, łomżyńskiej, płockiej i...chyba jeszcze jakiejś, ale nie pamiętam ;)



15 sierpnia wróciłam szczęśliwie do domu.

Ten czas nauczył mnie pokory oraz cierpliwości - wobec innych, ale też wobec siebie samej, swoich słabości, zmęczenia. Dostrzegłam także bardziej swoją wartość. Patrząc na innych, doszłam do wniosku, że dobrze że jestem właśnie taka, i że cieszę się że taka jestem, cieszę się  s o b ą. To, że jestem właśnie tu i teraz i właśnie taka ma sens i jest szczegółowo zaplanowane, co więcej - to jest idealny plan.

16-19 sierpnia spędziłam w Łomży, pozytywny czas, wypełniony wierszami ks. Twardowskiego ;D

A teraz...poszukuję stancji w Lublinie, jakby ktoś, coś, to śmiało można pisać ;)

Pax! ;]
PS. Pamiętałam także o Was przed Matką! +

8 komentarzy:

  1. no no, pająki, szczury :D

    nom służyć innym to nie taka prosta sprawa, jakby się na pierwszy rzut oka zdawać mogło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem- nie prosta :)
      Pająki są fajne, ale szczury nie. Niestety szczury były i ciągle mnie nimi straszono ;\

      Usuń
  2. A to wredasy :D
    A ja powiem tak :D
    szczury ujdą (no w miarę, za mocno gryzą i szkód dużo robią), a pająki nie (takie dziwne stworzenia), jak byłem mały ciągle mnie nimi straszono ;/ małe przeboleję, ale takie grube czarne za nic, muszą od razu iść do utylizacji, nic na to nie poradzę :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie, ładnie się wspiera PPP. Szkoda że nie ma wzmianki o kolacjach, złe były? ;-) Niech Cię wreszcie przywieje do Siedlec. Pozdrawiam, j.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre były kolacje :p a kiedy ten obiecany obiad? a do Siedlec jadę jutro :)
      Odzdrawiam!

      Usuń
  4. Dzięki za świadectwo, ja nigdy nie pielgrzymowałam fizycznie, ale duchowo w tym roku po raz pierwszy towarzyszyłam mojemu spowiednikowi i grupie, którą prowadzi. Muszę przyznać, że to też jakieś owoce przyniosło :)
    A propo stancji, to moja koleżanka ma mieszkanie w Lublinie i poszukuje dwóch dziewczyn do pokoju 2-osobowego, niestety nie ma wolnej już 1. Lokalizacja koło Leclerca. Nie wiem czy kogoś już nie znalazła, ale mogę zapytać ;) jeśli oczywiście by Cię to interesowało. A koleżanka-właścicielka nie mieszka w tym mieszkaniu. ;)
    Robinis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O duchowych pielgrzymach przynajmniej na naszej pielgrzymce bardzo mocno się pamięta. Jest ich niezliczona ilość i myślę, że duża wasza zasługa, że fizycznie ludzie mają możliwość dojść do Częstochowy - to właśniemodlitwa pielgrzymów duchowych ma taką ogromną moc.

      Lokalizacja koło Leclerka jest extra, tyle tylko że ja szukam koniecznie jedynki. Gdybyś jednak słyszała coś o jednoosobowym pokoju, to czekam :)
      Dzięki i pozdrawiam ciepło! :)

      Usuń
    2. Dzięki za te słowa :)

      Jak będę coś wiedziała to dam znać :)
      Pozdrawiam
      Robinis ;)

      Usuń

Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger