23 lutego

doskonali

Miałam napisać będąc w domu (po zaliczonym <poprawkowym> kolokwium), ale...nie mogłam się jakoś zebrać. To się chyba niestety nazywa lenistwo. Byłam kilka dni w domu. Wróciłam do Lublina w sobotę (tydzień temu ponad). W minioną niedzielę odwiedziłam znajomego brata zakonnego i byłam na Mszy Świętej w mojej umiłowanej parafii Niepokalanego Sera Maryi i św. Franciszka :) A od poniedziałku znojny czas - praktyka w Domu Pomocy Społecznej dla Osób Niepełnosprawnych Fizycznie. Coś nie coś o tym napiszę, bo to już połowa praktyki za mną. Mój opiekun praktyk, który prawdopodobnie jest pracownikiem socjalnym (nie mam pojęcia kim jest, na pewno jakimś kierownikiem, ale coś więcej...wiem jak się nazywa i tylko tyle) ma indyferentny stosunek do mojej (i jeszcze jednej dziewczyny) obecności tamże. Robimy więc to, co raczej pracując w zawodzie nam się przydarzać zbyt często nie będzie, ponieważ należy to do zadań opiekunów medycznych, terapeutów zajęciowych... czyli pomagamy w życiu codziennym mieszkańcom, w poruszaniu się po domu, tym którym sprawia to trudności, czytamy, gramy, rozmawiamy....i w ogóle umilamy czas naszymi skromnymi osobami ;) Muszę jednak przyznać, że o ile wykonywania zawodu się nie
uczę, to jednak zyskuję dużo dzięki tym ludziom, dzięki każdemu z osobna kogo spotykam. Mimo że znaleźli się wszyscy w jednym domu, to każdy ma inną historię, najczęściej (jeśli nie zawsze) bardzo przykrą i bolesną. Po wielokroć są to ludzkie dramaty. Pomaga mi to z większym optymizmem spojrzeć na swoje życie, na to że jestem zdrowa, że mam sprawne ręce i nie muszę prosić kogoś o podanie szklanki wody czy odebranie mojego telefonu, na to że mam sprawne nogi i nie muszę prosić o zrobienie mi zakupów, mam dobry wzrok i nie muszę prosić o przeczytanie mi jakiegoś artykułu z gazety czy smsa od moich znajomych itd. Mogę wiele, nie jestem ograniczona w żaden sposób. Doceniam bardziej to co mam, a jednocześnie dostrzegam wyraźniej to, czego innym brakuje i jakoś bardziej potrafię sobie wyobrazić co czują ci ludzie i jak bardzo potrzebna jest im moja pomoc. Właśnie muszę przysiąść i uzupełnić dziennik praktyk z całego tygodnia. Praktyki mam do 28 lutego. A później... czas rozpocząć nowy semestr.

Ten czas praktyk jest o tyle jeszcze dobry, że znowu zaczęłam czytać. Wracam z praktyk lekko po południu, więc mam całe popołudnie i wieczór na książki, dla znajomych, na wzięcie oddechu przed nowym semestrem. Kończę czytać "Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń". Następna w kolejce jest "Biblia a nauka" ks. Tomasz Jelonek. A kolejka jest długa... Ale dobrze, że w końcu wzięłam się za czytanie, bo te studia ogłupiają całkowicie i mam wrażenie, że cofam się w rozwoju. W ogóle...coraz mniej podoba mi się ten kierunek, i i i i i....nie wiem co dalej. Coś szukam, coś wymyślam, ale wciąż nie wiem. Brak cierpliwości... Już było z tym znacznie lepiej, ale znowu wszystko bym chciał wiedzieć JUŻ; TERAZ. A przecież wszystko co się dzieje dopuszcza Bóg, który wie po co to wszystko. W tym momencie kocha mnie, nie muszę lepsza, On kocha mnie taką jaką jestem. Skoro jestem w Lublinie, na tym a nie na innym kierunku, to z pewnością jest potrzebne. Po co? Teraz jest zbyt wiele ciemności, ale później- z perspektywy czasu będę mogła na to spojrzeć inaczej, będzie to bardziej wyraźne wszystko.

Tymczasem... jest dobrze, ale mogłoby być lepiej jeśli chodzi o moje małe monikowe życie duchowe. Muszę wyznać bolesną dla mnie prawdę - nie umiem się modlić, a oszukuję się, że umiem. Nie wątpię, że modlitwa różańcowa jest miła Bogu, ale mam świadomość, że to trochę za mało. Chodzi za mną wciąż właśnie mała ilość modlitwy. Denerwujący stan, a zarazem nie wiem jak wziąć się za coś więcej. Wróciłam ostatnio do modlitwy brewiarzowej - jutrznia i nieszpory, ale jakoś muszę jeszcze poeksperymentować z modlitwą i znaleźć tą najlepszą; najbardziej mi odpowiadającą. Akurat modlitwa jest rzeczywistością tak bogatą, jak ludzkie charaktery i historie życia, więc na pewno...w końcu znajdę.

...jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.
Trudne są te słowa Jezusa, trudne. Nie mam sytuacji, żeby mnie ktoś bił, czy chciał zabrać mi moją własność, ale mam inne... Sytuacje w których np. ktoś powie mi coś niemiłego, coś co mnie zrani, dotknie, zaboli nie mam ochoty nadstawiać drugiego policzka. Mam ochotę wykrzyczeć temu komuś, że robi to czy coś innego źle, że jego zachowanie jest byle jakie itd. a tym, z którymi dzielę się swoim zranieniem powiedzieć: on taki jest, rani bez żadnych skrupułów, jest pyszny, myśli tylko o sobie... i można by tak bez końca, ale przecież chodzi właśnie o to, żeby powstrzymać te niepotrzebne słowa, żeby powstrzymać nienawiść, a odpowiadać miłością. To jest niełatwe, żeby za każdym razem właśnie w taki sposób postępować, ale to jest doskonałość, do której jesteśmy powołani. Ta doskonałość to zachowywanie Bożych przykazań, czyli myślenie bardziej o drugim niż o sobie. Jezus mówi:
Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Życzę sobie i Wam żebyśmy w tym nowym tygodniu byli choć troszkę bliżej doskonałości, choć w jednym wydarzeniu, choć w jednym czynie, geście, słowie.

pax! ;]

4 komentarze:

  1. "Wystarczy byś był, nic więcej, tylko być był, nic więcej...." - taka "nuta" mi się skojarzyła! Serdecznie pozdrawiam Lublin, miasto, które mi się bardzo spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spełnienia dobrych marzeń i Bożego "powodzenia" w życiu. Aby znalazły się powody do uśmiechu oraz wsparcie w trudnych chwilach. "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus!"

    28 luty 2014

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za pamięć i życzenia urodzinowe :) Tak, mam już 21 lat! Łupie w krzyżu ;) pax

      Usuń

Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger