22 października

Kocham mój Kościół i kocham Boga

Tak, była spowiedź! Był bardzo dobry spowiednik, opanowany, rozmawiał, był delikatny, miły...aż nadto... Trochę temperamentem nie dopasowaliśmy się. Ciężko jakoś to szło. On powiedział zdanie, ja w tym czasie powiedziałabym co najmniej 5 zdań. Ale nie ma co narzekać na spowiednika, bo sądzę, że wielu chciałoby się spowiadać u takiego właśnie kapłana. Zresztą - to dobry człowiek. Ostatecznie wyspowiadałam się.

Euforii i radości nie czuję. Nie liczcie na to, że napiszę jak to cudownie po kilku miesiącach znów być w stanie łaski uświęcającej. Nie napiszę tego, bo tego nie czuję. Kiedy wczoraj wróciłam po spowiedzi ze łzami w oczach na stancję, było po prostu s t r a s z n i e. Miałam wrażenie, jakbym na tym świecie została jedna, sama, bez Kościoła i bez Boga. I właśnie dlatego: płakałam, płakałam, płakałam.




Kocham mój Kościół i kocham Boga, gdybym straciła TO, straciłabym WSZYSTKO. Bóg Trójjedyny i Kościół Rzymsko- Katolicki są dla mnie najcenniejszym darem, największym dobrem, drogocenną perłą.





Nie mogłam się modlić. Ba! Nie mogłam nawet odczytać krótkiego tekstu z książki "365 dni z ojcem Pio" na wczorajszy dzień. Tak bardzo byłam osłabiona duchowo. Błagałam (dosłownie) Pana Boga na kolanach o Słowo. Otworzyłam Pismo Święte... na wprowadzeniu do którejś z ksiąg - wiecie, to taki historyczny zarys, co i jak, żeby mieć pewien obraz danej księgi (gorzej chyba trafić nie mogłam). Zostawiłam to wszystko i weszłam w grzech.
Przyznaję Wam - którzy w większości odwiedzających ten blog jesteście Kościołem, który kocham - jest mi maksymalnie głupio wobec Boga, Was i siebie. Bóg pokonał grzech, pokonał szatana, pokonał śmierć. Dla Niego jestem najpiękniejszym dzieckiem niezależnie od tego co zrobiłam, wiem to doskonale. Głupio mi wobec Was, bo mam poczucie, że grzesząc osłabiam cały Kościół (i chyba nie jest to tylko poczucie, ale taki jest fakt z różnych powodów). Przepraszam. Głupio mi także wobec siebie. Jednocześnie pocieszam się tym, że przez kilka godzin walczyłam bardzo mocno, tych łez było dużo, to zmaganie trwało kilka godzin (może ktoś powiedzieć, że mało, dla mnie - baaaardzo długo). Słabe pocieszenie, wiem. Bardzo jest mi przykro, że tak łatwo mnie przekonać, że to co wygodne, to co przyjemne, jest lepsze. To jest kłamstwo. Mam świadomość, że nie ten kto nie grzeszy jest świętym, ale ten kto się spowiada. Jezus Chrystus jest moim Panem, JEDYNYM. Jeśli upadam, to wstaję mocą Chrystusa i dla Niego się podnoszę, dla Niego podejmuję walkę ze złymi skłonnościami; z grzechem, dla Niego chcę żyć i chcę żyć dobrze. Nie jest ważne, że 'nie czuję' teraz Jego obecności. WIEM, że JEST. Wiele razy w moim życiu dawał mi to odczuć, nie musi stale mi tego udowadniać. To co czuję, albo to czego nie czuję, a tak bardzo pragnę czuć, oddaję Bogu.Wiem, że On w czasie słusznym obdarzy mnie tym, co da mi szczęście. Wracam do modlitwy... szczególnie różańcowej. Chwila niemocy jest po to, aby przypomnieć sobie od kogo czerpać siłę.

Im bardziej staramy się żyć według Bożych przykazań, czyli być wiernymi naśladowcami Jezusa Chrystusa, tym mocniej całe piekło szaleje, tym mocniej szatan uderza w nasze słabości.
Nigdy nie można nam się poddać.

Miłość zniesie wszystko, miłość przetrwa śmierć, miłość nie lęka się niczego... 

Wam i sobie życzę siły na każdy dzień nieustannej walki o życie wieczne.
Niech bł. (wnet święty) Jan Paweł II, którego dzisiaj wspominamy w liturgii wspiera nas i wyprasza nam łaskę podejmowania decyzji, które będą podobały się Bogu.

pax! ;]

7 komentarzy:

  1. Gdybym miał powiedzieć,co mnie w Tobie fascynuje najbardziej,to byłaby to właśnie ta miłość.Ona jest w Tobie autentyczna.Moniczka, powiedziałbym: wracaj tutaj, ale byłbym egoistą. Głoś Chrystusa tam gdzie jesteś.A "ciemna noc" jest czymś charakterystycznym...dla ludzi świętych;-) Z mocnym pozdrowieniem, j.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawstydziłam się no... Cieszę się, że ktoś taki jeszcze tu zagląda, i pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  2. "to czego nie czuję, a tak bardzo pragnę czuć, oddaję Bogu."
    Słowa będące dowodem zawierzenia Miłości!
    Cudowne!

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo modlitwa to akt woli + głos serca, gdy serca mówić nie jest w stanie, pozostaje trwanie przed Panem siłą woli... Najważniejsze jednak, by trwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trwanie przed Panem - mimo wszystko! To jest bardzo ważne. Dzięki, pax!

      Usuń
  4. Znam te stany jak własną kieszeń ;) nie jesteś pierwsza i nie ostatnia... Jedyne co mi teraz pomaga, to to, że mam stałego spowiednika, który zna mnie już nie tylko ze spowiedzi, ale z też i z jego wspólnoty, do której ostatnio dołączyłam...
    Powiem tylko tyle: trzymaj się dzielnie! ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mamy Kościół :) Możemy się wspólnie ranić, ale możemy i podnosić się wzajemnie na duchu :) pax!

      Usuń

Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger