18 lipca

Pan jest łaskawy!

Wczoraj był dzień, który stał się dla mnie kolejną szansą na życie wieczne - dzień spowiedzi świętej. To naprawdę dzień, w którym dostaję nowe życie. Nie ma w tym żadnej przesady. Tak się czuję. Psalm z wczorajszej liturgii dnia idealnie ukazał moją modlitwę po spowiedzi świętej:

Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia


Błogosław, duszo moja, Pana
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.
On odpuszcza wszystkie twoje winy
i leczy wszystkie choroby.
On twoje życie ratuje od zguby,
obdarza cię łaską i zmiłowaniem.
Dzieła Pana są sprawiedliwe,
wszystkich uciśnionych ma w swojej opiece.
Drogi swoje objawił Mojżeszowi,
swoje dzieła synom Izraela. 

Radość! - z pewnością towarzyszyła mi w czasie spowiedzi świętej. Początkowo było trudno (jeszcze przed), bo już długo nie korzystałam ze spowiedzi przy kratkach konfesjonału, u nieznajomego kapłana. Odbywało się to w rozmównicy u Brata kapucyna, którego zdążyłam już trochę poznać, który już wiedział jak do mnie mówić, na jakim 'etapie' jestem, jakie mam problemy, a z czym sobie radzę świetnie. Przyszłam do siedleckiej katedry, akurat była zmiana dyżuru spowiedników i dyżur rozpoczął wyglądający na mniej więcej 100 lat kapłan (ciekawe ile miał) ;) Miałam obawy a właściwie cały szereg obaw (zarówno takich praktycznych- czy usłyszy i czy będzie mówił na tyle dyskretnie, że nie będą wszyscy wkoło słyszeli, aż po takie dotyczące nauki którą mi da - przecież on kończył seminarium ponad pół wieku temu - jak śmiem twierdzić, to były przecież inne czasy...), ale klęknęłam przed Najświętszym Sakramentem i trwałam na modlitwie za niego i za tę spowiedź, aż nadeszła moja kolej. I wymodliłam szczerą i dobrą spowiedź. Wydawać by się mogło, że taki kapłan nie jest w stanie nic zrozumieć, że to już nie ta epoka, że może i mogłabym się wiele od niego nauczyć, ale historii, że on nie rozumie tego świata, że nie zrozumie moich upadków. Okazało się, że zrozumiał idealnie to wszystko o czym mówiłam i bardzo mi współczuł, że żyję w takich czasach, w których oszukuje się ludzi, rzuca się zanętę; kolorową błyskotkę, a my naiwnie łapiemy się na nią. Na pewno każdy z Was był kiedyś przytulony - przez rodzica, przez brata siostrę, babcie, dziadka, żonę, męża, czy kogokolwiek innego i pamięta jakie uczucia towarzyszą temu aktowi. Właśnie tak czułam się klęcząc i słuchając mądrej i jednocześnie niesamowicie życiowej nauki którą otrzymałam, ciepłego głosu (który wcale nie był zbyt głośny), a to słowne dotknięcie było najbardziej czułe w momencie udzielania rozgrzeszenia.
Teraz jest kolejny etap - postanowienie poprawy, czyli tak po prostu: walka. Walka o każdy dzień trwania w łasce uświęcającej. Jak bardzo jest trudna ta walka, i że rzeczywiście to nie jest walka o miesiąc, czy nawet tydzień, ale o każdy dzień, a niejednokrotnie o każdą godzinę, wie każdy kto na poważnie tę walkę podjął, świadomie odrzucając grzech; którym przecież jest wygodne i przyjemne życie.
Trudne to zmaganie, ale chcę Panie, dla siebie, dla ratowania mojego życia i na chwałę Twoją.

Pan jest łaskawy - wierzę, że w tej walce nie jestem sama, że On uzdalnia mnie do trwania na dobrej Drodze...  (por J 14, 6).

"Ty nas wezwałeś miłosierny Panie, z ciemności grzechu do światła zbawienia"

Pax! ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger