18 grudnia

bezpośrednio

Patrząc za okno można by mieć wątpliwości co do tego, czy faktycznie jest dzisiaj 17 dzień grudnia. Nie ma mowy o zimowej aurze. Mój sobotni dzień rozpoczął się od wychwalenia Stwórcy w modlitwie za to że dał dzień, w którym bardziej niż dnia poprzedniego chce mi się żyć. Może właśnie ta chęć (za)istnienia sprawiła, że nastąpił come back- i znowu piszę. Wciąż trwa adwent, Wasz i mój (może w ogóle nie odczuwalny, a może potrząsający nami i naszym życiem). Minęło już 'trochę' tego danego nam czasu: nie wybitnie pokutnego (jak się niektórym wydaje), przeciwnie- bardzo radosnego. Ale to często tylko założenie: ma być radośnie, a jest... no właśnie, jak jest? I czy jeśli jest inaczej, to znaczy że adwent jest 'zmarnowany'?
Moje tegoroczne oczekiwanie 'jest' i to już dla mnie powód do dumy. Cieszę się, że nie śpię w tym czasie, ale faktycznie - czuwam.  Daje mi radość myśl, że moja czujność nie jest głupia; pusta. W tym czekaniu jest przystanek, aby dostrzec te mijające chwile, w których Przychodzący Mesjasz już rozweselił mnie Sobą. Przystanek: Słowo Boże. Codzienny przystanek. Uczę się, że wierność musi się opierać na zaufaniu i miłości, a kiedy tego brakuje, to proszę o te łaski. Po co? Aby stać się lepszym człowiekiem; aby nieustannie się nawracać. Kiedy w tych 'czytaniach', co dzień przekonuję się o totalnej miłości Jego do mnie, to wiem że warto jest żyć, choć z tym moim życiem kompletnie sobie nie radzę, wiem że warto się starać radzić sobie z wszystkim co mnie przerasta, bo TO życie się skończy i stanę twarzą w twarz z Jezusem, od którego każdego dnia próbowałam się uczyć, którego krzyżem pragnęłam się chlubić i że z tych swoich starań będę rozliczona. To ciekawe, że właśnie spełniło się to co 'narzucone'- ten pierwszy etap Adwentu upłynął mi nad rozmyślaniem o Przyjściu Pana, tym ostatecznym - na końcu czasów. Jezus jest cierpliwy wobec mnie i daje mi poznać jaki jest Bóg; mi- której zawsze się wydaje, że 'wie lepiej'.
Od dzisiaj zaczyna się bezpośrednie przygotowanie do Jego Narodzin. Wołamy: 'Przyjdź, Panie Jezu'. Rutynowo, bo trzeba, bo wszyscy tak robią, bo to tradycja, z chłodnej kalkulacji, a może...z potrzeby serca, ze szczerością. Św.Augustyn przypomina, że mamy odnaleźć się jako autorzy słów: "Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak moja dusza pragnie Ciebie, Boże!", jednocześnie mówi o tym, że my- nie jako konkretny, jeden człowiek, ale że jest tu mowa o jednym ciele, którym jest Ciało Chrystusa, czyli Kościół. (św. Augustyn, Objaśnienie Psalmów) Mam świadomość, że niecały, a nawet- pewna mniejszość Kościoła nosi w sobie takie pragnienie i że moją misją jest głoszenie Słowa tym, którzy jeszcze nie zapragnęli Boga. Może się okazać, że jestem jedyną Ewangelią z jaką się spotkają. Mistrz Eckhart napisał: "Najmniejsza mucha w Bogu jest większa niż najpotężniejszy z aniołów", czyli mam pamiętać o pokorze, być najmniejeszą.
Na najbliższe dni życzę Ci: rozumu, rady, męstwa, umiejętności....
Pax

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 BożyFreestyle , Blogger