Pages

niedziela, 21 stycznia 2018

Kierownik duchowy - guru, a może przyjaciel?

„Podobnie jak okręt, który posiada dobry ster, dociera bezpiecznie do portu, podobnie dusza, która posiada dobrego pasterza, łatwo do niego dociera chociażby popełniła błędy.”
 Św. Jan Klimak.
O kierownika duchowego miałam już dziesiątki pytań. Nie tylko w realnym świecie, ale kilka osób wysyłało mi zapytania o niego na blogowy fanpejdż.
O tym, że kierownik duchowy to bezwzględny guru i że jest to niebezpieczna relacja oparta na manipulacji słyszałam wiele razy. Spotkałam się też z opinią, że kierownik duchowy to najlepszy przyjaciel. Przypatrzmy się bliżej tej – bądź co bądź – specyficznej relacji, nierzadko budzącej niepokój.



Po co?
Przede wszystkim warto odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego chcę „mieć” kierownika duchowego?  Podstawowa rola kierownika duchowego sprowadza się do towarzyszenia w życiu człowieka; oceny zaistniałych sytuacji z boku – obiektywnie – i doradzenia możliwych rozwiązań. Nie jest to wyręczanie w podejmowaniu decyzji. Kierownik duchowy naprowadza, proponuje, ale zawsze decyzja ostateczna należy do nas. Dlatego jeśli szukasz:
·         cudotwórcy, który porozwiązuje Twoje życiowe problemy;
·         terapeuty, który przeprowadzi ci psychoterapię (i to bezpłatnie);
·         eksperta znającego odpowiedzi na wszystkie pytania z każdej dziedziny życia;
·         kumpla do wypicia piwa i pójścia do kina, bo czujesz się samotny;

to muszę Cię rozczarować - nie będzie to kierownik duchowy!

Relacja z kierownikiem duchowym to tak naprawdę Twoja praca nad sobą pod okiem „nauczyciela”.

Jak go znaleźć?
Nie ma jednego skutecznego sposobu na znalezienie kierownika duchowego. Najczęściej do zawiązania takiej relacji dochodzi w trzech sytuacjach:
Sytuacja 1. Spowiedź. Na pewno miałeś lepsze i gorsze spowiedzi. Byli spowiednicy, od których chciałeś uciec jak najszybciej, ale też tacy, z którymi z chęcią spotkałbyś się po raz wtóry i bez problemu otworzył się na nich. I właśnie, gdy ma miejsce ta druga sytuacja to dobry moment na „pozyskanie” kierownika duchowego. Odpowiada Ci w jaki sposób spowiednik z Tobą rozmawia, trafia w sedno z nauką, wychodzisz ze spowiedzi „zadowolony”? Chcesz, żeby właśnie on był Twoim kierownikiem duchowym? Wystarczy teraz pragnienie Twojego serca zwerbalizować czyli zapytać go czy się zgadza.
Sytuacja 2. Wypatrzony. Chodzisz do jednego lub kilku kościołów, w których spotykasz wielu księży. Słuchasz mnóstwa kazań, uczestniczysz we Mszy Świętej sprawowanej przez różnych kapłanów. Być może, któryś z nich szczególnie sprawia wrażenie godnego zaufania, mądrego i rozmodlonego. Oczywiście – Twoje „wrażenie”, może się zmienić po rozmowie z tym księdzem, dlatego polecam najpierw pójść do niego porozmawiać (przy okazji np. zamawiania Mszy Świętej) lub pójść do niego do spowiedzi, a dopiero po osobistym kontakcie jeśli Twoje wrażenia okażą się słuszne – postępuj jak w sytuacji 1 (ostatnie zdanie).
Sytuacja 3. Z polecenia. Powszechnie wiadomo, jak cenne są „znajomości”. Jak się okazuje, są dobre także w takiej nieoczywistej sytuacji jak poszukiwanie kierownika duchowego. Popytaj znajomych, czy znają jakiegoś księdza, który byłby odpowiedni do pełnienia roli kierownika duchowego. Jeśli znajdzie się ktoś taki – wystarczy skontaktować się i umówić na pierwsze spotkanie, na którym omówicie szczegóły.
Ważne! Pamiętaj, że „fantastyczny ksiądz” Twojej znajomej kuzynki, może okazać się 25 letnim neoprezbiterem, który fantastycznie gra na gitarze, ale niekoniecznie sprawdzi się w roli „kierownika duchowego”.

Dwa w jednym: kierownik i spowiednik
Może być tak, że osoba kierownika duchowego jest także osobą „stałego spowiednika”. Spotykamy się z księdzem, raz na 2 tygodnie, czy raz na miesiąc na spowiedź i przy tej okazji rozmawiamy na inne tematy dotyczące życia duchowego.
Czym różnią się te dwie role?
Spowiednik – związany jest stricte ze spowiedzią, a więc sakramentem. Jest to osoba, której zwierzamy się z grzechów, a więc z tego, co powiedzieć „musimy” (dla zachowania ważności sakramentu).
Kierownik duchowy – to osoba, której możemy, ale nie musimy mówić o swoich grzechach. Zakres tematów poruszanych w rozmowach z kierownikiem jest tak szeroki jak różne są nasze charaktery i życiorysy. Każdy może przyjść z innym bagażem doświadczeń, zranień, dylematów. Warto też dodać, że na kierownictwie nie zajmujemy się tylko słabościami. Poruszamy także kwestie darów, sukcesów, planów na przyszłość, wiary, Pana Boga, modlitwy… Tutaj mówimy to, co chcemy powiedzieć, mniej lub więcej. Tak naprawdę od nas zależy, na ile chcemy się otworzyć przed kierownikiem duchowym.

Kierownik duchowy – wyłącznie ksiądz?
Wszystkie powyższe wskazania dotyczą kierownika duchowego – księdza. Nie jest to jednak wymóg, ażeby to właśnie kapłan był kierownikiem duchowym. Może to być inna osoba – konsekrowana (siostra zakonna, brak zakonny) lub świecka (babcia, katecheta, znajomy). Jednak ze względu na cechy jakie powinna posiadać sprowadza się najczęściej do tego, że jest nią ksiądz (ewentualnie osoba konsekrowana). Osoba kierownika duchowego powinna moim zdaniem:
  • prowadzić głębokie życie duchowe; życie modlitewne;
  • posiadać przygotowanie teologiczne; chodzi o coś więcej niż podstawy, aby w razie naszych wątpliwości, pytań mogła udzielić nam odpowiedzi (pamiętajmy jednak, że nikt nie wie wszystkiego poza Panem Bogiem;) );
  • być dojrzała – na dojrzałość składa się: wiek, mądrość życiowa, chodzi o zachowanie schematu: uczeń – mistrz;
  • mieć czas – aby była realna możliwość spotkania;
  • chcieć – nie liczy się tylko to, że my chcemy, ale musimy uwzględnić, czy ta osoba chce być naszym kierownikiem duchowym (relacja pełna wolności).

Skąd mam wiedzieć, że to TEN?
Po owocach!
Trudno jest znaleźć dobrych specjalistów. W kwestii kierownictwa duchowego także. Dlatego módl się o kierownika duchowego. Dopiero po pewnym czasie pracy z kierownikiem będziemy w stanie stwierdzić, czy jesteśmy o krok bliżej nieba, czy kilka kroków od niego dalej.
Powodzenia w szukaniu! Kto szuka znajduje – mówi Jezus (por. Mt 7,8).

Jak to wygląda u mnie?
Żeby nie było, że mówię, o czymś co mnie zupełnie nie dotyczy, chcę podzielić się z Wami też informacją, że sama mam kierownika duchowego. Obecnego od blisko czterech lat. Mój kierownik duchowy jest - jak zapewne stali czytelnicy wiedzą - kapucynem. Z powodu odległości widujemy się raz na miesiąc/dwa miesiące. Poza tym jesteśmy w kontakcie. 
Dzięki tej relacji stałam się na pewno dojrzalsza, bardziej odpowiedzialna (szczególnie w relacjach) i choć to takie niekonkretne określenie: lepsza :)

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie kierownictwa duchowego – piszcie w komentarzach. Jeśli będę potrafiła, to chętnie odpowiem.

Ważna uwaga na koniec: kierownik duchowy jest cenną pomocą w życiu, ale nie jest konieczny do zbawienia! ;)


niedziela, 7 stycznia 2018

Dlaczego tęsknię za Lublinem?

Jak już wiecie, choćby z poprzedniego posta na blogu - w 2017 roku wyprowadziłam się z Lublina. Spędziłam w tym mieście pięć lat. Nie jest to długi okres czasu, ale wystarczający, aby pokochać to miasto. Zdarzały się w Lublinie dni, w które miałam ochotę rzucić wszystko i uciec na koniec świata, ale czułam się tam naprawdę szczęśliwa. Z sentymentem wracam do wspomnień związanych z tamtym czasem i snuję marzenia o wielkim powrocie. 



Co takiego jest w Lublinie czego nie ma gdzie indziej?

Parafia Rzymskokatolicka Niepokalanego Serca Maryi i św. Franciszka
To będzie dobra kolejność. Zaczynam od miejsca, w którym zostawiałam wszystkie swoje upadki, potknięcia, ale też wszystkie swoje sukcesy i radości. To był mój Kościół. Kościół otwarty, do którego każdy zawsze ma wstęp. Kościół, w którym dzieje się dużo dobra. Gdzie remonty i inwestycje nie przesłaniają najważniejszego - rozwoju duchowego. Gdzie na pierwszym miejscu jest sprawowanie Eucharystii i spowiedź. Kapłani oddani, ofiarni. Bracia. Służący dobrym słowem i sakramentami. Klimat szacunku. Księża szanujący wiernych i wierni szanujący księży.  Tego nie ma tu gdzie jestem teraz. Jest coś zupełnie przeciwnego, co wzbudza we mnie zniechęcenie, jakiś bliżej nieokreślony niepokój i bunt.

Stare Miasto 
jest - moim zdaniem - magicznym miejscem. Nie jest duże, a inne miasta mają pewnie obiektywnie piękniejsze starówki. Ale ta lubelska jest przepełniona uroczymi kawiarenkami i fajnymi pubami. Idealne do niedzielnych spacerów i wieczornych spotkań. Kręcenie się po klimatycznych uliczkach wśród starych kamienic pozwalało mi zapomnieć na chwilę o pędzącym czasie.

Ludzie
Bp Ryś (gdyby ktoś nie wiedział - fenomenalny polski biskup) kiedyś w rozmowie, powiedział: "nie kocha się ludzi z racji na miejsce, tylko można pokochać miejsce z racji na ludzi". Jacy są ludzie w Lublinie? Życzliwi, otwarci i dobrzy. W Lublinie poznałam wiele osób. Z jednymi kontakt był krótki, chwilowy, z innymi dłuższy... Jedne studia, drugie studia, różne spotkania, parafia. Te osoby, z którymi utrzymuję kontakt do dziś mogę policzyć na palcach jednej ręki. Czy to znaczy, że to byli "kiepscy znajomi", a może to ja zawiodłam, że te relacje nie przetrwały czasu, odległości...? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Na niektóre z nich odpowiedzi mogę się domyślać. Jestem pewna jednego: dzięki właśnie tym ludziom, czas w Lublinie uznałam, za najlepszy w dotychczasowym moim życiu.  

Dużo jest takich zwykłych rzeczy, za którymi tęsknię. Tęsknię za widokiem oświetlonego miasta z okna, kiedy jadę wieczorem trolejbusem. Tęsknię za zakupami w pobliskim markecie. Za wieżowcami na Leonarda. Tęsknię za spacerami po Ogrodzie Saskim. Za kazaniami o. prof. Andrzeja. Za uciekaniem nad Zalew od zgiełku miejskiego. Za studentami na każdym kroku. Ohydnym dworcem PKS. Sutannami i habitami na mieście - biegnącymi na KUL. Za autobusem z numerem 10. Za uczuciami, które towarzyszyły mi przy każdym przyjeździe do Lublina, za przeświadczeniem: tu jest twoje miejsce. 

Dlaczego zostawiłam Lublin? 
Trochę dlatego, że dałam się oszukać, trochę dlatego, że zabrakło mi odwagi. 
Dziś - od pół roku - układam nowe życie poza Lublinem. Czy tu gdzie jestem nie odczuwam szczęścia? Odczuwam. Ale mam pewną pustkę w sercu, której jak dotąd nie udało mi się zapełnić.

A Wy? Czujecie się dobrze w miejscu, w którym jesteście? Co byście zmienili, co dodali, a co odjęli, aby poczuć się naprawdę szczęśliwymi? A może macie jakieś wspomnienia związane z moim ukochanym Lublinem?